NOWY PORTAL - wersja BETA
mamy już
509redaktorów
o co chodzi w portalu
Kliknij tutaj, aby szukać po branży
dodaj artykuł
ZLECENIA OGŁOSZENIA ZAMÓW REDAKTORA ZAMÓW TEKST KUP ARTYKUŁ
POLECAMY:   Nie dopuść do wypalenia! AIDS pokonany?
 
 
Jesteś tutaj:Strona główna>Lista artykułów>Prezentacja artykułu

JAK ZWIERZĘTA LECZĄ SWOJE SCHORZENIA - CZĘŚĆ II

Dodano: 24.08.2015, autor: @wispawel12
kategoria: Zwierzęta,  ocena: brak,  rodzaj: Ogólnodostępny
Piżmakom znana jest dosłownie sztuka leczenia ran. Okładają one krwawiące miejsca ciała żywicą jodłową, która nie tylko chroni przed zarazkami i zapaleniami, ale przyspiesza również proces gojenia.
Skaleczone kozice tarzają się po dywanie z babki alpejskiej. Bydło cierpiące na reumatyzm w nogach kładzie się na krzewinki jaskru. Żyjące na Madagaskarze małpiatki sifakas na swoje okaleczenia przykładają liście pewnego drzewa tropikalnego, dzięki temu rany, które normalnie goiłyby się przez dwa tygodnie, zasklepiają się po dwóch dniach.
Foki pospolite potłuczone do krwi na rafach lub przez śrubę okrętową natychmiast szukają podwodnych łąk morszczynowych, przysiadają na nich i owijają ciało długimi pędami, opatrując w ten sposób swoje rany. Uczeni stwierdzili, że morszczyn, podobnie jak mchy i porosty, zawiera antybiotyki, a ponadto fungicydy, czyli substancje grzybobójcze oraz środki tamujące krwawienie.
Od lat siedemdziesiątych. XX wieku farmakolodzy prowadzą badania nad tym, czy lecznicze substancje morszczynów dałoby się wykorzystać także do produkcji leków dla człowieka.
Pingwin Adeli cierpiący na zapalenie jelit zjada kryl. Są to skorupiaki z gatunku Eupha
usia superba, które z kolei odżywiają się glonami Phacocystis pouchetti zawierającymi antybiotyk o leczniczym wpływie na jelita pingwina.
Kawki chętnie wyściełają swoje gniazda liśćmi pomidorów. Znajdują się w nich bowiem chemiczne substancje śmiertelne dla owadów pasożytniczych, a więc chroniące gniazdo od robactwa.
Opieka zdrowotna w świecie zwierząt staje się wręcz sprawą przetrwania tam, gdzie wiele tysięcy osobników stłoczonych jest na niewielkiej przestrzeni, a więc na przykład w ulu, w mrowisku czy fortecy termitów. Te małe zwierzęta mają tak znakomite sposoby utrzymywania higieny, że nam pozostaje tylko je podziwiać.
Początkiem tego wspaniałego odkrycia było – jak się to często zdarza w naukach przyrodniczych – niezrozumiałe niepowodzenie. Francuski badacz życia pszczół profesor Remy Chauvin i współpracujący z nim dr Lavie właściwie chcieli tylko sporządzić zestawienie wszystkich zarazków i bakterii, które pszczoły zbieraczki po powrocie z lotu przynoszą do ula.
W stosunku do much czy innych owadów badania takie są sprawą prostą. Pozwala się zwierzętom tylko przebiec po pożywce i natychmiast na każdym śladzie rozwija się obfita kultura bakterii, którą można potem szczegółowo analizować.
Potraktowane w taki sposób pszczoły nie pozostawiały po sobie najmniejszych śladów, chociaż nie ma żadnej wątpliwości, że musiały po drodze stykać się z mnóstwem różnych mikroorganizmów. Wobec tego badacze drutem platynowym sczesywali pokrywę włoskową i całą powierzchnię ciała bardzo dużej ilości pszczół i próbowano zainfekować pożywki. Na próżno.
W końcu udało się udowodnić, że cała powierzchnia ciała pszczoły jest pokryta antybiotykiem niszczącym wszystkie bakterie, z jakimi owad się zetknął.
Drugim antybiotykiem pszczoły miodne powlekają swoje plastry, trzeci dodają do pyłku, czwarty mieszają z mleczkiem przeznaczonym dla królowej, a piąty – z miodem. Stąd miód jest zdrowy także dla człowieka. Wreszcie szósty antybiotyk francuscy uczeni odkryli w kicie pszczelim.
Kit ten pszczoły zbierają z pąków topoli i innych drzew i używają do uszczelniania ula przed deszczem, przeciągami oraz mrówkami. Skuteczność zawartego w kicie pszczelim antybiotyku jest wręcz rewelacyjna. Ponadto hamuje on wzrost grzybów i zapobiega kiełkowaniu wszelkich nasion. Nawet włożony przez nich do ula kartofle i siewne ziarna pszenicy nie zakiełkowały.
Te antybiotyki są więc przyczyną, dla której ul pszczeli nie staje się ani rozkładanym przez bakterie śmietnikiem, ani roślinnym rajem zarosłym obficie chwastami.
Jakkolwiek w pierwszej chwili produkcja i wykorzystanie tych sześciu antybiotyków nas zaskakuje, to gdy spojrzymy na rzecz retrospektywnie rozumiemy, że zjawisko to jest nieodzowne. Bez tak znakomicie działających usług zdrowotnych zbiorowisko 50000 istot żywych, zmasowane na ciasnym obszarze, byłoby również zagrożone epidemiami jak obóz, w którym stłoczono 50000 ludzi bez żadnej kontroli lekarskiej.
Odkryto również antybiotyk w jadzie gruczołu żądłowego amerykańskiej mrówki ogniowej. Należy więc przypuszczać, że państwo mrówek ogarnięte jest podobną lekomanią jak społeczeństwo pszczół.
Niektóre samotnie żyjące zwierzęta, aby zabezpieczyć swoją egzystencję, także muszą mieć zdolność wytwarzania antybiotyków i wykorzystywania ich do celów leczniczych. Są to te zwierzęta, których środowiskiem jest wilgotna zgnilizna i wylęgarnia zarazków albo też te, których ciało stanowi mniej lub bardziej galaretowatą masę, gdzie łatwo mogą się zadomowić zarodki śmiertelnych zakażeń.
Nawierć wdrąża się w gnijące drzewo butwiejących kadłubów okrętowych i wytwarza substancję chemiczną, która zabija bakterie skuteczniej niż wszystkie dotąd znane w medycynie leki. Wystarczy niewiele cząsteczek tego produktu, aby spowodować pęknięcie komórki bakteryjnej w momencie zetknięcia.
Także niektóre ślimaki, na przykład winniczki, ślimaki ogrodowe i ślimaki wielkie posiadają własne „fabryki” leków. Gruczoły ich produkują wydzieliną, pod której wpływem bakterie zbijają się w grudki, po czym jako „pakiety” mogą zastać wydalone przez ciało. Zresztą wydzieliny tych ślimaczych gruczołów pomagają na niektóre dolegliwości ludzi, jak koklusz i astma.
Strzykwy są tak miękkie i ociężałe, że mogłyby się łatwo stać ofiarą pleśni, gdyby nie produkowały własnych fungicydów. Są to leki podobne do tych, którymi opryskujemy się w kąpieliskach, aby uniknąć zakażenia stóp grzybicą.
Kolejną grupą, która zaopatruje się samoistnie w środki lecznicze, są zwierzęta żyjące w stałym niebezpieczeństwie zatruć.
Przykładem jest papużka dzięciołek. Są to ptaki niewiele większe od grubego kciuka, które żyją na Nowej Gwinei i okolicznych wyspach, a odżywiają się głównie bytującymi na drzewach termitami, których gniazda rozdłutowują.
Często się przy tym zdarza, że termity kąsają małego ptaka wstrzykując weń swój jad, który powoduje opuchliznę i bóle. Rany te leczy on cudotwórczym środkiem przyrodoleczniczym: liżąc pokrywa ukąszone miejsce własną śliną, a zawarte w niej biologicznie czynne substancje leczą ból i opuchliznę.
Jeżeli papużka dzięciołek nie może sama swoim zakrzywionym dziobem dosięgnąć rany, pomaga jej partner życiowy, z którym żyje w dożywotnim związku monogamicznym, albo jakikolwiek inny członek chmary.
Nie mniej gorliwie leczą się liczne ptaki śpiewające, które stosują profilaktycznie przeciw reumatyzmowi co dwa lub trzy dni odpowiedni naturalny środek leczniczy. W czasie trwającego kilka minut zabieg opryskują okolice swoich skrzydeł i ogona kwasem mrówkowym.
W dawnych czasach chłopi cierpiący na reumatyzm stawowy przykładali chore miejsce do mrowiska. Wprawdzie musieli wytrzymać okrutne swędzenie i pieczenie, ale bardzo szybko doznawali ulgi w cierpieniu.
Ptak śpiewający przeprowadza tę kurację w wiele zręczniej. Najpierw dziobem, niczym pęsetką wyjmuje mrówki z mrowiska, następnie pociera o swoje upierzenie. Mrówka w tej sytuacji czyni to, co zawsze, kiedy jest w niebezpieczeństwie: z gruczołu jadowego w odwłoku wytryskuje kwas i to na odległość do dwudziestu centymetrów. Wszystko to dzieje się w mgnieniu oka. Stąd też ptak w swojej czynności „namrówczania się” musi być jeszcze szybszy. Dopiero w roku 1973 udało się na zwolnionych zdjęciach filmowych rozpoznać, że ptaki nasze istotnie używają do tego mrówek w charakterze rozpylacza.
Z jednej strony wydaje się, że ptaki śpiewające odczuwają taki strumień kwasu jako coś nadzwyczaj przyjemnego, z drugiej strony jednak używanie mrówek jako narzędzia okrutnie je denerwuje.
Młode szpaki już w wieku pięciu do sześciu tygodni zaczynają używać mrówek jako środka przeciwreumatycznego, co prawda na początku bardzo nieśmiało i tylko przez kilka sekund. W drugim miesiącu życia potrafią już do dzioba wziąć jednocześnie dwie mrówki, później trzy, cztery i tak coraz więcej. Od osiemdziesiątego dnia życia robią sobie pęczki z nieraz nawet aż do dwudziestu mrówek, ułożonych wszystkie „strzykawkami” w jedną stroną, i porządnie się nimi nacierają. Następnie wyrzucają „puste” owady, chwytają dwadzieścia nowych i tak kilkakrotnie przez piętnaście lub dwadzieścia minut.
Wynika z tego, że już samo zetknięcie się z kwasem mrówkowym daje ptakom zaspokojenie, a po jednodniowej lub dwudniowej przerwie pragną powtórzenia. Wcale nie chodzi im o drapanie swędzących miejsc ciał, lecz o lekarstwo, czyli o kwas mrówkowy.
GALERIA

 

OCENA ARTYKUŁU

Pomóż nam budować ranking artykułów, oceń powyższy.
oceń artykuł
średnia ocen
0
Wykonawca: PERSABIO
Wszelkie prawa zastrzeżone

zamknij
zamknij

Czytaj artykuły z wybranej kategorii

kliknij w nazwę kategorii aby przejść do listy artykułów
zamknij

Znajdź specjalistę z wybranej branży

kliknij w nazwę branży aby przejść do listy specjalistów publikujących w niej artykuły