NOWY PORTAL - wersja BETA
mamy już
507redaktorów
o co chodzi w portalu
Kliknij tutaj, aby szukać po branży
dodaj artykuł
ZLECENIA OGŁOSZENIA ZAMÓW REDAKTORA ZAMÓW TEKST KUP ARTYKUŁ
POLECAMY:   Nie dopuść do wypalenia! AIDS pokonany?
 
Promowane ogłoszenia
WILLA Nad Rzeką
Tanie przeprowadzki Koło,Turek.
dodaj ogłoszenie
 
Jesteś tutaj:Strona główna>Lista artykułów>Prezentacja artykułu

Planeta Ziemia - część I

Dodano: 05.02.2016, autor: Paweł Wiśniewski
kategoria: Nauka i edukacja,  ocena: 3,  rodzaj: Ogólnodostępny
Dzisiejsze zdjęcia naszej planety jakością, szczegółowością i techniczną wirtuozką wprawiłyby w zdumienie fotografów z poprzednich pokoleń. W ciągu kilku ostatnich dziesięcioleci zyskaliśmy możliwość fotografowania całych kontynentów z krążących w kosmosie satelitów, a także badania mikroświata zamkniętego w kropli wody. Potrafimy robić zdjęcia w zupełnej (dla naszego oka) ciemności i z czasem naświetlania tak krótkim, że możemy uchwycić w kadrze skrzydła owada w locie. Nasze kamery trafiają na szczyty najwyższych gór i do bezzałogowych pojazdów badawczych zapuszczających się w największe głębie oceanów. Mamy dzisiaj tak zminiaturyzowany sprzęt, że można go zamontować na grzbiecie ptaka (i w ten sposób uzyskać prawdziwy „widok z lotu ptaka”) lub filmować mieszkańców głębokiej praktycznie bez ich wiedzy. Od niedawna natomiast człowiek dysponuje jeszcze inną techniką, która przyniosła zapierające dech w piersiach wyniki: można na przykład sfotografować w dużym zbliżeniu wilka z helikoptera lecącego tak wysoko, że szum silnika w najmniejszym stopniu nie przeszkadza zwierzęciu, a pęd powietrza od wirnika nie tarmosi roślin niczym huragan. Równie prawdziwe i bardzo niepokojące jest jednak to, że za kilka lat nasz świat już nie będzie taki sam, a zmiany jakie w nim zajdą, będą nieodwracalne. Populacja baktrianów, dużych wielbłądów dwugarbnych – należących do najbardziej odpornych i wytrzymałych ssaków – które niegdyś wielkimi stadami wędrowały po pustyni Gobi, dzisiaj liczy niecałe tysiąc osobników. Dzikich lampartów amurskich pozostało dzisiaj nie więcej niż czterdzieści, a ich liczba wciąż spada. Zagrożone są także odległe i dotąd nieskażone siedliska naszej planety. W arktycznej tundrze buduje się rurociągi naftowe, amazońską dżunglę zaczynają przecinać autostrady. Tropikalne lasy deszczowe są wycinane setkami kilometrów kwadratowych, a na ich miejscu wyrastają plantacje palm olejowych. Rafy koralowe obumierają od zanieczyszczenia mórz. Nawet te obszary, które dotąd uniknęły bezpośredniej dewastacji, mogą się wkrótce radykalnie zmienić wskutek globalnego ocieplenia. Takie są barwy życia, o ile nam wiadomo, nasza planeta jest pod tym względem wyjątkowa w całym Układzie Słonecznym. Jedynie ona wydarła i podtrzymuje życie.

Szczęśliwa Planeta

Nasz Układ Słoneczny ma cztery do pięciu miliardów lat. Według powszechnie uznanej teorii, Słońce i planety ukształtowały się z olbrzymiej chmury gazów powstałej w wyniku Wielkiego Wybuchu. Siły grawitacji spowodowały jej zapadnięcie ku środkowi i wprowadziły ją w ruch obrotowy. W centrum tego wirującego dysku temperatura wzrosła do punktu, w którym możliwa jest stała synteza wodoru i powstanie helu: tak narodziło się nasze Słońce. Dalej od środka cząsteczki pyłu kosmicznego koncentrowały się pod wpływem sił elektrostatycznych i innych, stopniowo rosnąc w coraz większe skalne bryły. Pod wpływem grawitacji przyciągały się one wzajemnie, by wreszcie przekształcić się w planety. Cztery z nich położone najbliżej Słońca – Markury, Wenus, Ziemia i Mars – w przeważającej części zbudowane są ze substancji stałych o wysokiej temperaturze topnienia: skalne kule z jądrem z metalu. W dalszej odległości od gwiazdy centralnej orbitują gazowe olbrzymy – Jowisz, Saturn, Uran i Neptun.
Dość wcześnie w swojej historii nasza planeta zaczęła się „układać” w uporządkowane, koncentryczne warstwy. Naturalny rozkład materiału radioaktywnego w jej jądrze wytwarzał ogromne ilości ciepła, powodując stopienie się większości skały. Tą płynną warstwę wokół metalicznego jądra nazywamy płaszczem ziemskim, natomiast jego zewnętrzna otoczka z chłodniejszej, litej skały to skorupa ziemska – relatywnie nie jest ona grubsza niż skórka na brzoskwini. Wtedy, jak i dzisiaj, płynna zawartość płaszcza, zwana magmą, regularnie wydostawała się przez cienką skorupę w gwałtownych erupcjach. Tej wulkanicznej aktywności towarzyszyło uwalnianie gazów, takich jak azot i dwutlenek węgla, które stworzyły pierwotną atmosferę Ziemi. Wraz z nim pojawiła się para wodna, i to w takich ilościach, że po skropleniu w chłodniejszym otoczeniu utworzyła ocean. I właśnie w tym praoceanie rozwinęły się pierwsze, najprostsze formy życia. Doszło do tego około czterech miliardów lat temu.
Aktywność wulkaniczna z wydzielaniem gazów i pary wodnej zachodziła także na sąsiednich planetach, ale na żadnej z nich nie powstało życie. Główną przyczyną takiego stanu rzeczy jest łud szczęścia lub „ingerencja Kogoś”. Planecie Ziemi trafiło się ustabilizowanie na orbicie okołosłonecznej akurat w idealnej odległości od jej centrum. Najbliżej Słońca jest Merkury (średnia odległość wynosi 57,9 miliona kilometrów). Nigdy nie wytworzyła się w nim atmosfera. Ta niewielka planeta doświadcza największych w Układzie Słonecznym dobowych skoków temperatury powierzchniowej: od średniej dziennej w granicach 430°C spada ona tam do -180°C w nocy. Trudno sobie wyobrazić jakąkolwiek formę życia zdolną do przetrwania w takich ekstremalnych warunkach, nie mówiąc już o ich dobowej fluktuacji. Wenus leży nieco dalej – średni promień jej orbity mierzy 108,2 miliona kilometrów – i ma gęstą atmosferę o dużej zawartości dwutlenku węgla. Wywołany w tych warunkach silny efekt cieplarniany powoduje wysoką temperaturę powierzchniową (około 480°C), ulegającą niewielkim zmianom dobowym.
Jeżeli Wenus jest zbyt gorąca dla życia, to Mars jest zapewne zbyt zimny. Krąży wokół Słońca w średniej odległości 227,8 miliona kilometrów i ma rzadką atmosferę z niewielką ilością dwutlenku węgla. Średnia temperatura powierzchniowa niezmiennie wynosi -50°C i jeżeli gdziekolwiek na Marsie występuje woda ( w jego skorupie lub na biegunach), to jest permanentnie zamarznięta.
Nasza Ziemia – orbitująca w odległości 150 milionów kilometrów od Słońca – jest za to świetnie umiejscowiona dla potrzeb życia. Nasza średnio gęsta atmosfera zawierała akurat tyle dwutlenku węgla, by utrzymać idealną przeciętną temperaturę powierzchniową około 15°C. Trafia się nam planeta ani za gorąca, ani za zimna, ale taka jaka powinna być.

Życie wzięte z księżyca

Spoglądając z powierzchni Księżyca na błękitną kulę w kosmicznej czerni, astronauci mogli nie w pełni zdawać sobie sprawę, jaką nasz satelita odegrał – i wciąż odgrywa – rolę w procesie tworzenia i podtrzymywania życia na Ziemi. To on był architektem ewolucji i bez niego prawdopodobnie nie byłoby nas tutaj dzisiaj. I znowu mieliśmy kosmiczne szczęście. Przyjęte jest powszechnie, że Księżyc powstał około czterech i pół miliarda lat temu, kiedy z Ziemią w fazie astralnej zderzyła się planeta wielkości Marsa. Potworny cios oderwał gigantyczną masę skorupy ziemskiej, która zaczęła orbitować wokół macierzystej planety i stopniowo skupiła się w oddzielne ciało niebieskie. Tak się złożyło, że ta druga uczestniczka kolizji również miała jądro z płynnym żelazem. W wytworzonym w chwili zderzenia cieple stopiło się ono z istniejącym jądrem Ziemi, solidnie je powiększając. To właśnie żelazne jądro jest źródłem ziemskiego pola magnetycznego, które działa jak tarcza ochronna przeciw strumieniowi cząstek nieustannie mknących w przestrzeń z powierzchni Słońca – wiatrowi słonecznemu. Przy obu biegunach natężenie pola jest słabe i cząstki słoneczne przedostają się do atmosfery, tworząc spektakularne zjawisko świetlne: zorze polarne – północną, Aurora borealis, i południową, Aurora Australis. Znakomita większość Ziemi jest jednak chroniona przed zabójczym promieniowaniem ultrafioletowym, które – gdyby nie miała pola magnetycznego – bezlitośnie przypiekłaby powierzchnię planety i zniszczyła w niej wszelkie życie.
Kosmiczne zderzenie przyniosło jeszcze inne doniosłe skutki. Tak duża część skorupy ziemskiej została wówczas wyrzucona w przestrzeń, że pozostało jej tylko około trzydziestu procent, rozciągnięte w znacznie cieńszą warstwę. Ułatwiło to przemieszczenie się płyt kontynentalnych, ich stały dryf był jednym z motorów ewolucji. Z biegiem milionów swobodnie poruszające się masy lądów ciągle zmieniały ukształtowanie powierzchni planety. Ich kolizje stworzyły wielkie łańcuchy górskie, np. Himalaje, i rozwarły gigantyczne uskoki w rodzaju Wielkich Rowów Afrykańskich. Powstały w ten sposób nowe, odmienne biotopy, do których przystosowało się wiele różnych form życia. Bez planetarnego zderzenia, w wyniku którego narodził się Księżyc, płyty kontynentalne pozostałyby unieruchomione jak na Wenus i dzisiaj mielibyśmy znacznie mniej zróżnicowane środowisko.
Jest jeszcze jeden, bardzo ważny skutek owej kosmicznej katastrofy. Zaburzone zostało położenie przestrzenne Ziemi: jej oś obrotu przechyliła się tak, że do dzisiaj tworzy z płaszczyzną orbity okołosłonecznej kąt 66°33’. Bez tego nasz świat wyglądałby zupełnie inaczej. Dzień miałby tę samą długość przez cały rok, nie zmieniałoby się też nasłonecznienie i nie byłoby pór roku. Bez cieplejszego lata na biegunach byłoby ogólnie zimniej, a ich mroźny wpływ sięgałby o wiele dalej ku równikowi. W rejonach podzwrotnikowych nie byłoby cyklu pór suchych i deszczowych. Znacznie większa byłaby łączna powierzchnia pustyń. Zwierzęta nie musiałyby migrować i formy życia najprawdopodobniej byłyby o wiele mniej zróżnicowane.
Nasz Księżyc jest w Układzie Słonecznym największym satelitą w stosunku do macierzystej planety, co daje w efekcie silne oddziaływanie grawitacyjne. To właśnie on ma dominujący wpływ na oceaniczny cykl pływowy. Mniej znana, ale również istotna jest jego rola w tłumaczeniu precesji ruchu wirowego Ziemi i stabilizacji nachylenia jej osi. Nie mając tak dużego satelity w pobliżu, planeta wydana była na łaskę i niełaskę grawitacyjnego przyciągania Słońca i Jowisza. Jego siły zmieniały się, w miarę jak Jowisz oddalałby się i zbliżał. Bez księżyca w roli żyroskopowego stabilizatora nachylenie osi obrotu Ziemi byłaby chaotycznie zmienne, sięgając nawet 90° względem płaszczyzny orbity. Skutki tego możemy sobie wyobrazić: zwrócona przez długi czas ku Słońcu lodowa czapa bieguna północnego stopniałaby powodując rozległe powodzie na całej planecie. Srebrny Glob jest więc też ważnym regulatorem klimatu na Ziemi i zapewnia stabilne warunku by mogło się tutaj rozwinąć życie.
GALERIA

 

OCENA ARTYKUŁU

Pomóż nam budować ranking artykułów, oceń powyższy.
oceń artykuł
średnia ocen
3
Wykonawca: PERSABIO
Wszelkie prawa zastrzeżone

zamknij
zamknij

Czytaj artykuły z wybranej kategorii

kliknij w nazwę kategorii aby przejść do listy artykułów
zamknij

Znajdź specjalistę z wybranej branży

kliknij w nazwę branży aby przejść do listy specjalistów publikujących w niej artykuły