NOWY PORTAL - wersja BETA
mamy już
507redaktorów
o co chodzi w portalu
Kliknij tutaj, aby szukać po branży
dodaj artykuł
ZLECENIA OGŁOSZENIA ZAMÓW REDAKTORA ZAMÓW TEKST KUP ARTYKUŁ
POLECAMY:   Nie dopuść do wypalenia! AIDS pokonany?
 
Promowane ogłoszenia
WILLA Nad Rzeką
Tanie przeprowadzki Koło,Turek.
dodaj ogłoszenie
 
Jesteś tutaj:Strona główna>Lista artykułów>Prezentacja artykułu

Panienka z okienka, czyli praca na poczcie od kuchni

Dodano: 20.04.2016, autor: @filoloszka86
kategoria: Życie codzienne,  ocena: 5,  rodzaj: Ogólnodostępny
Co jakiś czas w życiu człowieka przychodzi taki moment, kiedy zmienia pracę – mniejsza o to, czy sam postanowił odejść, czy też „życzliwi ludzie” chętnie mu w tym pomogli – i zastanawia się wtedy, co dalej. Ona też nie była pod tym względem wyjątkiem – odeszła z poprzedniej pracy głównie z powodów finansowych oraz coraz bardziej pogorszającej się polityki firmy. Brzmi znajomo, prawda? A ilu z Was zdecydowało się na ten krok? Lub też poważnie się nad tym zastanawia, ale nie ma na to odwagi, „bo to, bo tamto”, „bo co ludzie powiedzą?” Zresztą nieważne. Róbcie, jak uważacie. Wasz wybór.
Ona zrezygnowała dobrowolnie i ani przez chwilę nie żałowała tej decyzji. No, może trochę na początku, w pierwszych tygodniach „bezrobocia”, bo szkoda było jej ludzi, z którymi zdążyła się już zaprzyjaźnić na tyle, aby podczas przerw w pracy prowadzić z nimi tzw. „życiowe rozmowy”. Jednak ten stan rzeczy nie trwał długo, gdyż chodziła jeszcze do szkoły policealnej w trybie zaocznym i akurat wtedy nadszedł czas sesji, więc zajęła się nauką, projektami, ogólnie rzecz biorąc, życiem poza pracą.
Styczeń minął szybko. Na początku lutego zgłosiła się do Młodzieżowego Biura Pracy w Katowicach. Chciała ponownie otrzymać ofertę pracy w sklepie – skoro już raz zaczęłam, to dlaczego nie pociągnąć tego dalej? – pomyślała. Jednak nie wiedzieć czemu, zupełnie nieoczekiwanie dostała propozycję pracy w firmie Poczta Polska S.A. Usłyszała:
 - A może praca na poczcie? Stawka 1 900 zł brutto, zatrudnia bezpośrednio poczta na umowę o pracę. Przecież to żadna filozofia sprzedać jakiś długopis lub inne pierdoły.
 - Dobrze, mogę wziąć obie oferty. Jak nie wyjdzie z pocztą, to ta druga będzie jako wyjście awaryjne – odparła.
Jak powiedziała, tak zrobiła. Już na drugi dzień zadzwoniła tam, gdzie trzeba, zdała relację ze swoich dotychczasowych działań. Oddzwoniła do niej miła pani z działu HR prosząc najpierw o CV, a potem uprzejmie zapytując, czy możemy przez 10 min. porozmawiać o jej doświadczeniu (ostatecznie trwało to ok. 20 min., ale mniejsza o to). Rozmowa przebiegła bardzo spokojnie, rzeczowo, co jej nawet nie zdziwiło – zdziwiła ją za to informacja, że została zakwalifikowana do drugiego etapu rekrutacji – na rozmowę wstępną z samą panią Naczelnik w samo południe dnia następnego. Tym sposobem dotarła do mety – poranka dnia trzeciego, który okazał się nadzwyczaj ciepły i słoneczny. Ten dzień miał zdecydować o jej najbliższej przyszłości – nie planowała wprawdzie zrobić kariery w tym miejscu, ale praca na poczcie to jednak coś, a nie jakieś byle co za jakieś psie grosze. Tak przynajmniej wtedy myślała. Naiwnie i niewinnie.
Początek okazał się jednak trudny. Gdy wreszcie dotarła na miejsce przeznaczenia prowadzona przez ochroniarza długimi korytarzami pełnymi kurzu i pyłu od trwającego tam remontu, musiała jeszcze dodatkowo poczekać jakieś 20 min., bo ktoś przed nią spóźnił się na swoją rozmowę („ale wtopa na dzień dobry” pomyślała). Jakaś babka poszła zawiadomić naczelniczkę, że kolejna osoba przyszła na rozmowę o pracę. Po chwili wyszła pracodawczyni, przywitała się, prosiła, aby poczekać. W międzyczasie usłyszała jednak:
 - Pani też na listonosza?
 - Nie, na obsługę klienta – odparła pewnym tonem.
 - Przemyślała pani to dobrze?
 - … zobaczymy. Trzeba spróbować wszystkiego – padła trochę niezręczna odpowiedź.
Zapadła cisza. A ona w szoku – takie powitanie dla nowego pracownika? – pomyślała. Jak to? Zrobiło jej się przykro, autentycznie przykro. Na szczęście nie trwało to jednak długo, bo przyszła wreszcie kolej i na nią. Sama rozmowa, podobnie jak z panią z działu HR, była również spokojna, rzeczowa, merytoryczna. Nic nowego – właściwie to była tzw. powtórka z rozrywki – podobne pytania, podobne odpowiedzi, całość ok. 15 – minutowa. Łatwo przyszło, łatwo poszło – ciekawe, co dalej? – pomyślała na odchodnym. Odpowiedź nadeszła nadzwyczaj szybko – na drugi dzień dostała telefon z HR, że została zatrudniona, ale za niższą stawkę i mniejszy wymiar czasu pracy (ze względu na mniejsze doświadczenie) niż zaproponowano wcześniej i czy ona się zgadza, bo pani naczelnik chce już zamknąć rekrutację. Pewnie, że się zgadza! Obiecano jej, że w poniedziałek ktoś do niej zadzwoni z dalszymi instrukcjami: co, jak, kiedy i gdzie.
Po drodze jednak okazało się, że nie rozpocznie pracy z dnia na dzień, ponieważ umowa o pracę na zastępstwo wymaga przestrzegania pewnych przepisów – osoba, którą trzeba zastąpić powinna mieć zwolnienie lekarskie dłuższe niż 33 dni, aby móc uruchomić procedurę zatrudnienia dla nowej osoby. W związku z tym zamiast zacząć pracować w lutym, podpisała umowę dopiero w marcu i cały miesiąc musiała cierpliwie odczekać. Nie żeby się nudziła, ale przez ten czas cały entuzjazm, zapał oraz chęć przeżycia przygody rozpadł się na kawałki, został z tego tylko marny kurz i pył. To nie tak miało być!
W końcu jednak nadszedł i ten dzień. Dzień niezwykle dziwny, stresujący. Wiadomo: nowe miejsce, nowi ludzie, nowa sytuacja, milion pytań i zero praktycznego przygotowania. Właściwie to były dwa dni szkolenia, które de facto polegało na tępym patrzeniu się w monitor komputera i słuchaniu wykładu starszej koleżanki po fachu o jakiś cyfrach, systemach, komendach, kontrolach, rozliczeniach… – zupełnie jak w szkole. No a potem już nie ma zmiłuj, trzeba było usiąść na okienku i samemu obsługiwać klientów (swoją drogą to powinno się ich nazywać „petenci”, a nie klienci, bo ciągle „coś”, bo się spieszą, bo to, bo tamto). Ech… co tu dużo mówić – wyobrażenia i fantazje swoją drogą, a rzeczywistość swoją. Jedyny plus tej całej sytuacji był taki, że trafiła na wyjątkowo życzliwych, pomocnych, choć czasami też i niecierpliwych ludzi, którzy jej pomagali w trudniejszych momentach pracy albo podpowiadali, co powinna zrobić w danym przypadku, o którym nie było mowy w trakcie szkolenia. Niby wszystko dobrze, niby nie była sama, ale… No właśnie, zawsze znajdzie się to jakieś „ale”, które zepsuje wszystko.
Ach nie. Zapomniałabym. Była przecież jeszcze praca na okienku świątecznym – uznali, że jako osoba początkująca idealnie się do tego nada. Mieli rację. Tam było jej dużo, dużo łatwiej, w zasadzie dwie czynności do wykonywania: sprzedaż artykułów świątecznych i operowanie gotówką. Chociaż… zdarzały się dni, kiedy wytykano jej, że tylko siedzi, nie zachęca do zakupu jak trzeba, a do tego kazali jej przyjmować i nadawać listy polecone. Niby proste, a jednak nawet i to bywa męczące. Próbowała tłumaczyć, że nie robi tego złośliwie, tylko po prostu bywa nieśmiała. „Ja to rozumiem, ale musi się Pani przełamać, żeby pomóc koleżankom, odciążyć je trochę” – słyszała zawsze tę samą odpowiedź. W końcu odpuściła, bo ileż można tłumaczyć? Niby lepiej, a wcale nie lepiej. Gorzej. Na szczęście jednak to już za nią. Zostało po tym wszystkim tylko przykre wspomnienie.
I tak to właśnie wyglądało. Dzień po dniu. Marzec upłynął szybko, dosłownie jak z bicza strzelił. Aż nadszedł 1 kwietnia, prima aprilis. Tym razem jednak to nie był żart. Ten dzień okazał się jej ostatnim dniem pracy w firmie Poczta Polska S.A. Oficjalny powód: osoba zastępowana jest już zdolna do pracy, w związku z czym umowa wygasła. Musiała rozliczyć się ze wszystkiego, pozamykać wszystkie sprawy i oddać klucze z kasety oraz od szafki. Nastąpiło oficjalne pożegnanie i chwila rozmowy z byłymi już koleżankami, od których brała zaliczki. Na odchodnym usłyszała jeszcze od pani Kierownik: „przynajmniej już Pani wie, jak to wygląda”. I to jest prawda, z którą nie wolno dyskutować.
Praca w firmie Poczta Polska S.A. na stanowisku ds. obsługi klienta z pewnością nie należy do zajęć lekkich, łatwych i przyjemnych. Jak w każdej innej pracy tego typu potrzeba dużo cierpliwości, zapału, wytrzymałości psychofizycznej, poczucia humoru oraz ogromnego dystansu do siebie i ludzi. Jeśli nie masz tych cech w sobie, nie wytrzymasz tam długo. Ale przede wszystkim praca ta wymaga jednego: patrzenia na wszystko zarówno od strony sprzedawcy, jak i klienta. Innej drogi nie ma. Niestety.

OCENA ARTYKUŁU

Pomóż nam budować ranking artykułów, oceń powyższy.
oceń artykuł
średnia ocen
5
Wykonawca: PERSABIO
Wszelkie prawa zastrzeżone

zamknij
zamknij

Czytaj artykuły z wybranej kategorii

kliknij w nazwę kategorii aby przejść do listy artykułów
zamknij

Znajdź specjalistę z wybranej branży

kliknij w nazwę branży aby przejść do listy specjalistów publikujących w niej artykuły