NOWY PORTAL - wersja BETA
mamy już
507redaktorów
o co chodzi w portalu
Kliknij tutaj, aby szukać po branży
dodaj artykuł
ZLECENIA OGŁOSZENIA ZAMÓW REDAKTORA ZAMÓW TEKST KUP ARTYKUŁ
POLECAMY:   Nie dopuść do wypalenia! AIDS pokonany?
 
Promowane ogłoszenia
Tanie przeprowadzki Koło,Turek.
WILLA Nad Rzeką
dodaj ogłoszenie
 
Jesteś tutaj:Strona główna>Lista artykułów>Prezentacja artykułu

Od ucznia do grafika, czyli szkoły policealne pod lupą.

Dodano: 31.05.2016, autor: @filoloszka86
kategoria: Nauka i edukacja,  ocena: brak,  rodzaj: Ogólnodostępny
Jakkolwiek zabrzmi to dziwnie, śmiesznie lub po prostu niedorzecznie, ale temat tego artykułu przyszedł do mnie nagle, nieoczekiwanie, bo… akurat wtedy brałam prysznic i rozmyślałam o kolejnej sobocie spędzonej w „szkółce”. Tak to już w życiu bywa: czasami najlepsze pomysły przychodzą do Ciebie w najmniej oczekiwanym momencie. I nieprawdą jest fakt, że tylko noc jest dobrym doradcą. Czasami najciekawszą inspiracją dla nas może okazać się samo życie. No, ale do rzeczy.
Swoją przygodę ze szkołą, o przepraszam, ze „szkółką” policealną NOVA w Katowicach zaczęłam w październiku ubiegłego roku. Nie była to końca przemyślana decyzja, raczej rodzaj impulsu i potrzeba znalezienia jakiejś odskoczni od pracy, której w tamtym czasie już szczerze nienawidziłam. A że dwa lata wcześniej ukończyłam dwumiesięczny kurs z grafiki komputerowej, a potem, w międzyczasie, gdzieś na mieście wpadła mi w ręce ulotka szkoły, w ofercie której był akurat ten kierunek, więc pomyślałam: „a dlaczego nie?”. Zawsze to jakaś nowa umiejętność, nowi ludzie, nowe wyzwania. To lubię! Jak pomyślałam, tak zrobiłam. Jedna wizyta w sekretariacie szkoły, podpisanie umowy i już. 24 października 2015 roku zostałam słuchaczką kierunku: Grafika komputerowa multimediów.
Na początku… cóż, raczej trudno nazwać to początkiem, powiedziałabym raczej: komedia pomyłek. Nastąpiło coś w rodzaju organizacji bez organizacji, bałaganu porównywalnego do stajni Augiasza: dużo ludzi, mało miejsca, bo i salka była mała, a prowadzący to gość od wszystkiego: był technikiem informatykiem, wykładowcą, sekretarką i punktem informacyjnym w jednym. No i jeszcze zamiast zajęć organizacyjnych odbyły się normalne zajęcia, ale bez odpowiedniego sprzętu. Litości! Byłam załamana, głodna i zła – nie wiedziałam, co o tym wszystkim myśleć. Nie tego się spodziewałam po owej „szkółce”. Ostatecznie jednak pocieszyłam się refleksją, że „pierwsze koty za płoty, następnym razem będzie lepiej” i postanowiłam dać im jeszcze jedną szansę. Tym bardziej, iż od następnych zajęć mieliśmy uczyć się w specjalnej salce komputerowej po remoncie w zupełnie innym miejscu. I faktycznie, na drugim spotkaniu było już znacznie lepiej, ale nieufność została. Zwłaszcza do metod nauczania pana M. (z przekory nie podam imienia i nazwiska, aby nie robić antyreklamy) jak i do jego osoby jako całość. Na szczęście jednak zaczęliśmy się już powoli integrować, więc – w myśl powiedzenia – „nie taki diabeł straszny, jak go malują”. Aczkolwiek, mając w pamięci doświadczenia z lat studenckich, grupa tak naprawdę jednoczy się dopiero w chwili, kiedy musi pokonać wspólnego wroga – sesję egzaminacyjną. Szkoły policealne nie są pod tym względem wyjątkiem. Gimnazjum, liceum, szkoła policealna czy uczelnia – najpierw jest nauka (czasem nawet zabawa), a potem weryfikacja wiedzy i umiejętności. Takie życie.
Pierwszy semestr minął szybko, ale było dość intensywnie. Do każdego przedmiotu trzeba było zrobić pracę kontrolną i zaliczyć egzamin. Materiał nie był wprawdzie trudny, ale czasami brakowało sił, czasu, a nawet chęci do przygotowania tego i owego. Nie wspomnę już nawet o częstotliwości zajęć – w grudniu i styczniu zajęcia odbywały się co tydzień, zamiast dwóch – nic dziwnego, że człowiek z wielką już niecierpliwością czeka na koniec semestru. Na szczęście jednak nic nie trwa wiecznie. Drugi semestr? No cóż… Trudno mi jest nazwać to, co się wydarzyło, „semestrem”. Powiem więc tak: jak w pierwszej połowie roku (październik – styczeń) wszystko jeszcze miało tzw. ręce i nogi, a zajęcia były w miarę sensowne, tak w drugiej (marzec, bo lutego nie było – lipiec, który postanowiono uznać za czerwiec) nastąpił wielki groch z kapustą. Dosłownie! Wszystko im się posypało, jak domek z kart. Brak rzetelnych informacji sprawił, że część słuchaczy zrezygnowała po pierwszym semestrze. I co chwilę zmieniał się plan oraz zarządzenia co do formy zaliczania przedmiotów, że już o coraz bardziej pogarszających się warunkach technicznych do nauki w salce informatycznej nie wspomnę – kilka zajęć trzeba było odwołać albo skrócić w czasie z powodu awarii komputera lub braku prądu. Żenada! To ma być szkoła policealna na poziomie? To „szkółka niedzielna”, a nie szkoła!
No dobrze, dość już o negatywach. W końcu nie można mieć wszystkiego, a w myśl najnowszej reklamy ING Banku Śląskiego „co zyskasz, to Twoje!”. Co zyskałam? Na pewno dzięki tej szkole otworzyłam sobie kolejną furtkę w swojej zawodowej karierze, zdobyłam nowe umiejętności. Nie czarujmy się – w dzisiejszych czasach sam dyplom to nie wszystko, trzeba także swoją wiedzę udokumentować w praktyce albo mieć w niej konkretne osiągnięcia. Co prawda nie jestem jeszcze mistrzynią grafiki komputerowej, ale dzięki tej szkole zrobiłam duży postęp, mam większą świadomość, co to jest grafika i czym to się „je”. Poza przekonałam się, że informatyka to nie jest tylko i wyłącznie domena mężczyzn – w mojej grupie 85 % słuchaczy stanowią kobiety. I nieprawdą jest również fakt, iż kobiety sobie w niej nie poradzą – dadzą radę, jeśli tylko złapią wiatr w żagle oraz znajdą interesującą dla nich dziedzinę grafiki.
A zatem? Czy warto pójść do szkoły policealnej? No cóż, wszystko zależy od słuchacza i jego potrzeb. Jedyną przeszkodą w drodze do szczęścia mogą być ceny oraz poziom kształcenia. Taniej niekoniecznie oznacza lepiej. Czasami warto jednak zapłacić te parę złotych więcej i pójść na naprawdę porządny kurs niż przesiedzieć rok w „szkółce” i męczyć się na czymś, co być może okazało się nieciekawe lub niezgodne z naszymi oczekiwaniami. Poza tym, jakby nie było, trzeba patrzeć na to również od strony czysto zawodowej – jeśli istnieje potrzeba przekwalifikowania się lub też zdobycia w krótkim czasie nowych, ważnych z punktu widzenia rynku pracy umiejętności, to jednak wybór kierunku absolutnie nie może być przypadkowy. Ja akurat mam to szczęście, że grafika świetnie koresponduje ze słowem pisanym i tekstami wszelakiego typu – mogę więc pracę polonisty połączyć z pracą grafika – a w dzisiejszych czasach to raczej konieczność niż zbędny luksus.
I jeszcze jedno: nie myślcie sobie, że szkoły policealne to rozwiązanie wyłącznie dla maturzystów, którzy nie chcą iść na studia albo matura im nie wyszła i dlatego muszą gdzieś się zapisać, żeby nie stracić roku. W mojej grupie wszyscy są magistrami czegoś, pracują tu i tam albo chwilowo nie pracują i wykorzystują ten czas na dokształcanie się. Jak mawia Świętkowa z Cholonka „z niczego nie ma nic”. I to jest prawda, z którą nie wolno dyskutować. Amen.

OCENA ARTYKUŁU

Pomóż nam budować ranking artykułów, oceń powyższy.
oceń artykuł
średnia ocen
0
Wykonawca: PERSABIO
Wszelkie prawa zastrzeżone

zamknij
zamknij

Czytaj artykuły z wybranej kategorii

kliknij w nazwę kategorii aby przejść do listy artykułów
zamknij

Znajdź specjalistę z wybranej branży

kliknij w nazwę branży aby przejść do listy specjalistów publikujących w niej artykuły