NOWY PORTAL - wersja BETA
mamy już
507redaktorów
o co chodzi w portalu
Kliknij tutaj, aby szukać po branży
dodaj artykuł
ZLECENIA OGŁOSZENIA ZAMÓW REDAKTORA ZAMÓW TEKST KUP ARTYKUŁ
POLECAMY:   Nie dopuść do wypalenia! AIDS pokonany?
 
Promowane ogłoszenia
WILLA Nad Rzeką
Tanie przeprowadzki Koło,Turek.
dodaj ogłoszenie
 
Jesteś tutaj:Strona główna>Lista artykułów>Prezentacja artykułu

„Być stażystą, być stażystą…” - czyli staże z UP pod lupą.

Dodano: 20.09.2017, autor: @filoloszka86
kategoria: Życie codzienne,  ocena: brak,  rodzaj: Ogólnodostępny
Realia obecnego rynku pracy nie pozostawiają żadnych złudzeń: jeśli chcemy zarabiać, utrzymać siebie i rodzinę, a przede wszystkim być wciąż aktywnym i nie wypaść z tzw. „obiegu”, najczęściej (choć nie zawsze, zawsze znajdą się przecież jakieś wyjątki od reguły) musimy godzić się na pracę za marne pieniądze lub poniżej naszych kwalifikacji. A co za tym idzie, również wszechobecne są różnorakie formy zatrudnienia, które nie do końca nam odpowiadają, ale się na nie godzimy, bo... – kto przez to przechodził lub przechodzi, ten doskonale wie, o czym mówię.
Jedną z takich form zatrudnienia jest niewątpliwie staż z Urzędu Pracy. Z pozoru nic niezwykłego, gdyż jest to praca jak każda inna: wchodzisz, robisz swoje, wychodzisz, a raz w miesiącu dostajesz wynagrodzenie, czyli stypendium (w chwili obecnej stawka wynosi 997, 40 zł brutto, czyli ok. 780 zł „na rękę”). Zanim jednak dostaniesz się na taki staż, musisz przejść przez cały gąszcz procedur, złożyć mnóstwo papierków oraz mieć w sobie dużo samozaparcia i determinacji w dążeniu do celu – zwłaszcza w okresie oczekiwania na „łaskawą”, pozytywną decyzję Urzędu o zgodzie na staż – a potem także wytrwałości i cierpliwości już w trakcie odbywania samego stażu w wyznaczonym przez Urząd miejscu pracy. No chyba, że – tak jak moja najlepsza koleżanka – będziecie mieć na tyle szczęścia i dobrych przyjaciół, którzy pomogą i sami zaproponują staż u siebie w pracy. Wówczas punkt pt. „samodzielne szukanie pracodawcy, który zgodzi się przyjąć na staż z UP” można uznać za zaliczony i odhaczony, aczkolwiek, tak jak było to wspomniane już wcześniej, od przyjęcia propozycji do uzyskania tytułu stażysty czeka człowieka jeszcze długa droga przez mękę. Jednakże pocieszający jest w tym wszystkim jest fakt, iż z reguły Urzędy zgadzają się na takie rozwiązania, byle tylko bezrobotny był aktywizowany, a w przyszłości również zatrudniony na stałe bądź też na czas określony – w chwili obecnej są to minimum 4 miesiące (praca po stażu).
A właśnie, przy okazji jedna ważna rzecz: zanim zdecydujecie się na staż, musicie wiedzieć o paru istotnych kwestiach: po pierwsze – przez cały okres trwania stażu z UP nadal posiada się status osoby bezrobotnej, ponieważ pieniądze wypłaca Urząd, a nie pracodawca; ten jest tutaj tylko pośrednikiem i wykonawcą umowy między nim a instytucją, której pracujecie. Po drugie: aby otrzymać „wynagrodzenie” ze stażu, czyli stypendium (o czym „uprzejma” urzędniczka na pewno nie zapomni o tym złośliwie przypomnieć), trzeba przez cały okres jego trwania (czyli od 6 do 12 miesięcy), regularnie raz miesiącu, dostarczać Urzędowi listę obecności wraz z pieczątką zakładu pracy oraz podpisem kierownika – opiekuna stażu. Po trzecie – jeśli zdarzy się, że choroba zaatakuje i trzeba będzie iść na L4, to owszem można, ale o tym fakcie również należy powiadomić Urząd, dostarczając mu w tym celu odpowiedni „papierek” (koniecznie oryginał, nie kopia!), a pracodawcę poinformować o niezdolności do pracy terminie od – do. Dlaczego? Ano po to, aby na tej podstawie Urząd mógł stażyście poprawnie wyliczyć wysokość „stypendium” – w przeciwnym razie zadziała zasada: nieusprawiedliwiona nieobecność, mniejsza wypłata. No i po czwarte: tuż po zakończeniu stażu, jeśli pracodawca nie zaproponuje umowy o pracę, trzeba również dodatkowo dostarczyć do Urzędu dwa dokumenty pt. „sprawozdanie z przebiegu stażu” oraz „opinia organizatora” plus lista obecności za ostatni miesiąc stażu. To ważne! Tylko i wyłącznie na tej podstawie Urząd wyda zaświadczenie o odbytym stażu, z którym później można iść dalej w świat i przedstawić do wglądu przyszłemu, potencjalnemu pracodawcy. Bez obaw: wszystkie te pisma stażysta dostaje do rąk własnych od pani z UP, która dodatkowo poinformuje go o jeszcze paru innych kwestiach związanych z prawidłowym przebiegiem stażu.
Tyle teoria. A jak to wygląda w praktyce? Cóż, na przykładzie historii mojej koleżanki mogę stwierdzić, że owszem, taki staż jest dobrym rozwiązaniem, chociażby ze względu na to, że mimo wszystko się zarabia i można coś z tego odłożyć na później, zrealizować odłożone w czasie plany. Z drugiej strony jednak, jeśli wykonywana praca nie spełnia oczekiwań, męczy, irytuje czy raczej demotywuje niż podnosi ego i poczucie własnej wartości, wtedy najlepszym wyjściem jest odejście z pracy, nawet za cenę utraty statusu osoby bezrobotnej i wszelkich świadczeń z tym związanych. A przede wszystkim warto pomyśleć o tym za zasadzie: jak nie spróbujesz, to się nie dowiesz, czy warto w to wchodzić, czy nie. Moja koleżanka nie żałuje decyzji o stażu – żałuje tylko, iż nie została tam doceniona na tyle, aby móc oczekiwać czegoś więcej niż faktycznie jej zaoferowano.
Zacznijmy wszakże od początku: jak już wspomniałam, dostała ofertę pracy jako pomoc apteczna w firmie Apteka Nova Sieciowa, a że od dłuższego czasu bezskutecznie szukała lepszej oferty stażu, chcąc nie chcąc, zgodziła się. Zgłosiła sprawę w Urzędzie, a ci dali jej wniosek do wypełnienia na 4 strony A4 – dostała pusty, dostarczyła wypełniony. W międzyczasie rozpoczęła też pracę w aptece, ponieważ okazało się, że już od dłuższego czasu brakowało tam dodatkowej pary rąk do pracy, a jednocześnie otrzymała surowy zakaz wspominania o tym komukolwiek gdziekolwiek. Przy następnej wizycie w Urzędzie upomniała się o ów wniosek i… okazało się, że przez ten cały czas (ok dwóch tygodni) sprawa w ogóle nie ruszyła do przodu! Dacie wiarę??? Reakcja mojej koleżanki na tę wiadomość była jak najbardziej oczywista, aczkolwiek „z pustego i Salomon nie naleje”, więc nie było innej rady, jak czekać dalej i oficjalnie pracować na czarno, ale dostawać już wypłatę razem z innymi pracownikami apteki. Niewiele, bo niewiele, ale to zawsze „lepszy rydz niż nic”. W ten sposób upłynęły jej dwa miesiące, ale warte trudu i upokorzeń: była szczęśliwa, kiedy w dniu finalnej, bo ostatniej przed rozpoczęciem stażu, wizyty w Urzędzie usłyszała: „proszę przejść do pokoju nr 6 w celu otrzymania dokumentów”. W praktyce oznaczało to, że od tamtej pory mogła już oficjalnie mówić: „jestem stażystką z Urzędu Pracy, pracuję w aptece jako pomoc apteczna”. Przepracowała tam dokładnie 6 miesięcy, od 5 grudnia do 4 czerwca, i ani jednego dnia dłużej (nie licząc dwóch wcześniejszych miesięcy „na czarno”). Tylko tyle i aż tyle. Dlaczego? O tym za chwilę.
Praca na stanowisku pomoc apteczna to przede wszystkim praca fizyczna: najpierw trzeba przyjąć dostawcę z towarem, później – po uprzednim sprawdzeniu zgodności towaru z dołączoną do niego fakturą, zgłoszeniu ewentualnych braków lub uszkodzeń – pochować ów towar w magazynie oraz w samej aptece (a tam zawsze przestrzega się określonych procedur), a następnie pouzupełniać luki i braki na półkach, szufladach oraz szafkach, czyli wszędzie tam, gdzie przechowuje się towar do bieżącej sprzedaży dla techników i magistrów farmacji. Mało tego, jako że w aptece musi panować sterylna czystość, dodatkowo codziennie rano trzeba myć podłogę, a kilka razy w tygodniu również biurka i półki, zwłaszcza te szklane. Oprócz tego trzeba być na każde skinienie palca pani kierownik, koleżanek obsługujących pacjentów, a nawet pani właścicielki, jeśli ta od czasu do czasu zaszczyci aptekę swoją obecnością. Proste, a jednocześnie trudne. Oczywiste, a jednak nie do końca. Bywały dni, kiedy towaru było dużo, ale późno przyjeżdżał i trudno było wyrobić się ze wszystkim w godzinach pracy – a nierzadko trzeba było to zostawiać na następny dzień. Bardzo często zdarzały się sytuacje, kiedy afera goniła aferę, bo wcześniej nic nie zostało wytłumaczone jak należy lub niedopowiedziane w sposób oczywisty dla wszystkich jednakowo – a kto wtedy jest poszkodowany najbardziej? Oczywiście Bogu ducha winny stażysta, wystraszony, sponiewierany, nazywany najsłabszym ogniwem w rzekomo świetnym i zgranym zespole. Guzik prawda!
Jednak najgorszy kryzys przyszedł wtedy, kiedy moja koleżanka została sama na placu boju, bo jej zmienniczka doznała urazu kręgosłupa i musiała iść na L4, w najgorszym dla niej momencie: połowa stycznia, ostra zima, duże, bo „pakietowe” dostawy towaru, zimno w komorze przyjęć, a do tego wieczne humory pani kierownik (która w końcu także musiała iść do lekarza) oraz pacjentów, często takich, którzy sami chyba nie wiedzieli, czego chcą… W tym czasie „zaliczyła” dużo nadgodzin i liczyła na nieco większą zapłatę niż zazwyczaj, lecz niestety… tylko srodze się rozczarowała, gdy zobaczyła sumę, jaką jej wypłacono. Wtedy do niej dotarło, że nie samą pracą żyje człowiek i nie warto pracować więcej niż to naprawdę konieczne – obiecała sobie, iż od tamtej chwili nie będzie się już tak starać jak na początku – bo ostatecznie to, czego chciała najbardziej, otrzymała – miała „pracę”, była stażystką z Urzędu, zarabiała, zdobywała kolejne cenne doświadczenie, a także wiedzę oraz umiejętności, które na pewno zaprocentują kiedyś w przyszłości w innej pracy i jej okolicznościach. A kiedy sytuacja z miesiąca na miesiąc stawała się coraz gorsza, kiedy coraz trudniej było jej tam już wytrzymać, pocieszała się myślą, że przecież wszystko ma swój początek i koniec, a zatem staż w niechcianym miejscu pracy (bo de facto niezgodny z jej wykształceniem oraz poniżej kwalifikacji) również dobiegnie końca. Nic zatem dziwnego, że kiedy przyszedł maj, poczuła ogromną ulgę i radość, iż jest już bliżej niż dalej, a ona w końcu odetchnie pełną piersią. Tak też się stało – od koniec miesiąca ogłosiła swoją decyzję i poprosiła o wypełnienie przez opiekuna stażu końcowych dokumentów, o których wspominałam już na początku tej historii. Jej prośba została spełniona, formalności załatwione, a ona sama cieszy się dziś wolnością i faktem posiadania odpowiedniego zaświadczenia o odbytym stażu w aptece Nova Sieciowa na stanowisku: pomoc apteczna.
Jednakże dość już o negatywach, czas na coś pozytywnego. Wspomniałam wcześniej, że moja koleżanka otrzymywała dodatkową wypłatę – tak, tak dobrze czytaliście. Te dodatkowe pieniądze to akt dobrej woli ze strony pani właścicielki, u której mogła ona odbyć swój staż. Po prostu: któregoś dnia przyszła ona do apteki i poprosiła moją koleżankę o podanie informacji, ile dokładnie ma dostawać z Urzędu jako stypendium stażowe, ponieważ ona ma w zwyczaju, że każdemu stażyście dopłaca z własnej kieszeni tyle, aby jego pensja wyrównała się do tej najniższej krajowej. Poprosiła również, aby ta informacja również nie dostała się w niepowołane ręce, czyli do wiadomości urzędników z UP. Moja koleżanka wyraziła zgodę i dotrzymała słowa – dzięki temu, za te dodatkowe pieniądze, w końcu kupiła sobie wymarzony laptop, a także zainwestowała pewną sumę w nowe CV oraz konsultacje dotyczące dalszej kariery. Poza tym uświadomiła sobie, co tak naprawdę jest dla niej w życiu ważne i czego ma wymagać od następnego potencjalnego pracodawcy. Zrozumiała, że nie chce już dłużej pracować w pierwszej lepszej branży, tylko wreszcie znaleźć się na właściwym miejscu we właściwym czasie i być szczęśliwą. Po prostu być szczęśliwą. I już.
Jaki z tego wszystkiego morał? Na pewno taki, że żadna praca nie hańbi. Każda praca uczy czegoś nowego – jeśli nie branży lub zawodu wyuczonego to na pewno życia w społeczeństwie i z ludźmi, którzy nie do końca Cię cenią lub umieją docenić. Każdy człowiek to odrębna historia, indywidualny przypadek – nie da się lubić wszystkich bez wyjątku, ale też nie można się od nich odwracać w chwili największej próby, maksymalnego kryzysu w zespole. Poza tym wspólne rozmowy, działania, wzajemne słuchanie własnych historii pozwalają nie tylko zrozumieć innych, ale także skonfrontować własne wyobrażenia ze stanem rzeczywistym, aby później – tak jak ja teraz – móc opowiedzieć o tym innym. Na przyszłość. Ku przestrodze.

OCENA ARTYKUŁU

Pomóż nam budować ranking artykułów, oceń powyższy.
oceń artykuł
średnia ocen
0
Wykonawca: PERSABIO
Wszelkie prawa zastrzeżone

zamknij
zamknij

Czytaj artykuły z wybranej kategorii

kliknij w nazwę kategorii aby przejść do listy artykułów
zamknij

Znajdź specjalistę z wybranej branży

kliknij w nazwę branży aby przejść do listy specjalistów publikujących w niej artykuły