NOWY PORTAL - wersja BETA
mamy już
515redaktorów
o co chodzi w portalu
Kliknij tutaj, aby szukać po branży
dodaj artykuł
ZLECENIA OGŁOSZENIA ZAMÓW REDAKTORA ZAMÓW TEKST KUP ARTYKUŁ
POLECAMY:   Nie dopuść do wypalenia! AIDS pokonany?
 
 
Jesteś tutaj:Strona główna>Lista artykułów>Prezentacja artykułu

SIŁA I ENERGIA FAL

Dodano: 31.12.2014, autor: @wispawel12
kategoria: Ogród i przyroda,  ocena: 4,  rodzaj: Ogólnodostępny
SIŁA I ENERGIA FAL

„Legenda potwora z Loch Ness, może mieć już niedługo swój pozytywny cywilizacyjny
finał, chociaż nie dotyczy szkockiego jeziora. Turyści - przy odrobinie szczęścia - mogli
ostatnio zauważyć u wybrzeży morskich dużych rozmiarów pływające przegubowe
stalowe konstrukcje. Kołysane ogromną siłą fal z daleka do złudzenia przypominają
legendarne morskie smoki. To doświadczalne elektrownie falowe. Czy owe nietypowe
kształtem elektrownie należy traktować wyłącznie w kategoriach kolejnej ciekawostki
technicznej, czy już jako faktyczną zapowiedź nowej technologii, mogącej niebawem
konkurować - na przykład - z tradycją hydroenergetyką?”

Kto kąpał się w morzu wie, że fale potrafią uderzać z ogromną siłą. Naukowcy z amerykańskiego Instytutu Badań na Energią Elektryczną (EPR) oceniają, że energia zawarta w falach bijących w wybrzeża USA mogłaby zaspokoić 7% zapotrzebowania kraju na prąd. W oceanach kryje się najwięcej mocy ze wszystkich naturalnych źródeł energii. Do tego łatwo ją zlokalizować, a co istotniejsze, jest ona stała – nie zanika, jak ma to miejsce w przypadku energii promieni słonecznych i wiatru. Niestety jej efektywne wykorzystanie, wciąż sprawia dużych trudności. Jednak w świetle ostatnich osiągnięć w tej dziedzinie, przyszłość energetyki morskiej rysuje się obiecująco. Gdyby umiejętnie wykorzystać siłę prądów morskich, można by rozwiązać wiele energetycznych problemów świata. Jednak
prądy morskie mają fundamentalne znaczenie dla klimatu.
Według wielu specjalistów nawet nieznaczne „uszczuplenie” ich energii, mogłoby być fatalne w skutkach, prowadząc do nieobliczalnych zmian klimatycznych, a tym samym do ekologicznej katastrofy i prawdopodobnie do zagłady milionów ludzi. W tej sytuacji lepiej, żeby prądy morskie pozostały nietknięte. O wiele bezpieczniej jest czerpać energię z pływów i fal. Obydwa zjawiska są nieporównywalnie lepiej poznane.

Źródło energii z Księżyca

Morskie przypływy i odpływy to jedyna forma energii, której źródłem jest Księżyc. Z grawitacyjnego oddziaływania satelity Ziemi ludzie nauczyli się korzystać już ponad tysiąc lat temu. W okolicach Londynu młyny napędzane siłą przypływów i odpływów działały podobno już w czasach rzymskich. Z kolei najstarszy istniejący młyn pływowy odkryto w roku 1999 w Północnej Irlandii. Nedrum Monastery Mill datuje się na koniec ósmego wieku naszej ery. W średniowieczu młyny pływowe były szeroko rozpowszechnione poza Wyspami Brytyjskimi, w dzisiejszej Francji, Hiszpanii i Portugalii, a także u wybrzeży Adriatyku oraz w Zatoce Perskiej. Znalazły również zrozumienie w Ameryce Północnej. Młyny pływowe służyły przez wieki i zaczęły zanikać w tym samym czasie co młyny rzeczne, czyli wraz z rozpowszechnieniem energii elektrycznej.
Pierwszą współczesną elektrownię pływową wybudowali Francuzi u ujścia rzeki Rance w Bretanii. W roku 1967 uruchomiono ja z pełną mocą i włączono do sieci energetycznej. Spodziewano się wielkiego sukcesu, planowano nawet budowę następnych tego typu urządzeń. Szybko okazało się jednak, że elektrownia pływowa pomyślana na wzór zapory rzecznej, nie tylko poważnie utrudniła transport wodny, ale też stała się barierą nie do pokonania dla wielu gatunków ryb. W efekcie doszło do zaburzenia lokalnego ekosystemu i projekty budowy kolejnych takich obiektów zostały wstrzymane. Dzisiaj elektrownia Rance, osiągające moc 240 MW, zaspokaja dwanaście setnych procenta francuskiego zapotrzebowania energetycznego. Niepowodzenie tego pionierskiego projektu nie oznacza jednak, że energii pływów nie da się wykorzystać w bardziej ekologiczny sposób.
Podwodne wiatraki wymyślono w połowie lat 90. Jako pierwsi testowali je Szkoci, ale dopiero Norwegowie osiągnęli zadowalające rezultaty. W 2003 roku do sieci energetycznej norweskiego miasteczka Hammerfest (za kołem podbiegunowym) podłączono, zakotwiczony do morskiego dna, podwodny wiatrak z turbiną o mocy 300 kW. Eksperyment okazał się sukcesem, dlatego szybko rozpoczęto budowę kolejnych minielektrowni tego typu.
Sposób ich działania jest prosty. Skrzydła sprzęgnięte z turbiną poruszają się pod naporem pchanej przepływem wody. Natomiast w momencie, gdy zaczyna się odpływ, cały wiatrak obraca się o 180 stopni i jego skrzydła, lub ramiona ponownie napędzają turbinę z tą samą siłą. Technologia ta pozwala wyeliminować dwie z podstawowych wad elektrowni pływowych w rodzaju tej na rzecze Rance. Po pierwsze, skrzydła wiatraków znajdują się na głębokości, która zapewnia bezpieczną żeglugę. Po drugie, obracają się na tyle wolno, że w żaden sposób nie zagrażają rybom. Nie bez znaczenia jest też to, że na ich funkcjonowanie nie mają wpływu warunki atmosferyczne.
Sukcesy Norwegów zachęciły innych. Do budowy podobnych urządzeń przystąpili Brytyjczycy. Optymistyczne szacunki wskazują, że optymalne wykorzystanie energii odnawialnej pływów morskich mogłoby zapewnić Wyspom Brytyjskim nawet jedną czwartą energetycznego zapotrzebowania. Oczywiście, jak zwykle, problemy tkwią w szczegółach. Budowa podwodnych wiatraków wymaga ogromnych nakładów i dlatego koszt wytwarzanej
w ten sposób energii jest nawet trzykrotnie wyższy od tej uzyskiwanej metodami tradycyjnymi.

Podwodna farma

Jednak mimo nieopłacalności tego typu projektów, kolejne inwestycje są wciąż realizowane. Nie ulega wątpliwości, że energia pływów to branża przyszłości. Rynek podwodnych wiatraków już wkrótce może być wart nawet kilka miliardów dolarów. Dlatego wiele firm energetycznych już dzisiaj stara się sobie zapewnić przyszłe zyski.
W tej chwili na świecie testowanych jest ponad 50 różnych opatentowanych sposobów na zamianę siły pływów morskich w energię elektryczną. Mało tego, można już mówić o swoistym globalnym wyścigu na zajęcie najlepszych pozycji do budowy farm pływowych. Jako idealne miejsce do inwestowania w energię pływów wymienia się, poza Wyspami Brytyjskimi, okolice Gibraltaru, cieśninę Bosfor, wybrzeża Nowej Zelandii, kilka miejsc w Australii, Indonezji, Korei, Rosji, Stanach Zjednoczonych, Kanadzie i Chile. Ponadto różne firmy energetyczne zgłaszają chęć budowy elektrowni pływowych w Argentynie, Meksyku i
Indiach. Planowanych, ale także już działających prototypów takich urządzeń jest tak wiele, że nie sposób wszystkich przedstawić. Należy jednak wspomnieć o kilku najciekawszych. Bardzo ciekawe, dwa projekty rozpatruje się w Rosji. Bardzo duża elektrownia ma powstać na Morzu Ochockim w Zatoce Penżyńskiej, gdzie siła przypływów jest naprawdę imponująca. Druga powstanie na Morzu Białym u ujścia rzeki Mezeń.
Jednak o tych inwestycjach niewiele wiadomo. O wiele bardziej dostępne są plany, których realizacja ma nastąpić na Nowej Zelandii. Nowozelandczycy planują wybudować w Zatoce Kaipara elektrownię pływową o mocy 200 MW. Na głębokości 15 metrów pod powierzchnią wody (w trakcie odpływu, 30 m w czasie przypływu) ma stanąć dwieście wiatrakowych turbin. Szacuje się, że rocznie wartość wytwarzanego przez nie prądu powinna przekroczyć sto milionów dolarów. O kilka razy mniejszej elektrowni tego typu myślą władze San
Francisco. Cieśnina Golden Gate ma jedne z najlepszych warunków do takich inwestycji w całych Stanach Zjednoczonych. Planowana w okolicach słynnego wiszącego mostu elektrownia ma dostarczać prąd do około 40 tysięcy domów. Natomiast w Nowym Jorku, u ujścia East River testuje się małe podwodne wiatraki. Kilka turbin firmy Verdant Power oświetla nieduży sklep spożywczy i parking samochodowy na pobliskiej Roosevelt Island. Jeżeli eksperymenty się powiodą, liczba turbin wzrośnie do dwustu, co pozwoli wytworzyć prąd dla 7,5 tysięcy domów.
Ponieważ większość tego typu projektów jest jeszcze w fazie prób, nie wiadomo, czy bardziej efektywne okażą się małe turbiny, czy może te największe, jakie wkrótce staną w Irlandii Północnej. Właśnie tam, w zatoce Strangford Lough ma nastąpić uruchomienie największego na świecie urządzenia do wytwarzania prądu z ruchu pływów morskich.

Energia fal

Opracowano bardzo wiele teoretycznych metod konwersji energii falowania w energię elektryczną. Jednak od teorii do praktyki jest daleka droga. Na świecie działa dopiero kilka tego typu urządzeń. Pierwszą, podłączoną do lokalnej sieci energetycznej była komercyjna elektrownia falowa na wodach Atlantyku w Portugalii, niedaleko miejscowości Povoa de Varzim. Urządzenie skonstruowane i opatentowane przez szkocką firmę Ocean Power Delivery otrzymało nazwę „Pelamis”, po grecku „wąż morski”.
Każdy z trzech, zacumowanych 5 km od brzegu, węży mierzy 120 metrów długości i składa się z kilku cylindrów połączonych specjalnymi przegubami. Fale wprawiają stalową konstrukcję w wężowy ruch, co powoduje nieustanne zmiany położenia poszczególnych modułów względem siebie. Za pomocą specjalnego układu hydraulicznego, ruch ten
zamieniany jest w energię elektryczną. Ta z kolei trafia na brzeg poprzez ułożony na morskim dnie kabel przesyłowy. Łączna moc trzech szkockich węży wynosi około 2,2 MW. W związku z sukcesem portugalskiego projektu, firma OPD realizuje kolejne inwestycje. Wkrótce w Szkocji ma dojść do uruchomienia o wiele większej tego typu elektrowni, w której swoje siły połączy nawet kilkadziesiąt stalowych węży morskich.
Falowy potencjał energetyczny samego portugalskiego rynku fachowcy oceniają bardzo wysoko. Ich zdaniem w ciągu 10 najbliższych lat będzie on wart ponad miliard dolarów. Szacuje się, że ogólna ilość energii możliwej do eksploatowania u wybrzeży Portugalii jest wystarczająca, aby zaspokoić jedną piątą zapotrzebowania energetycznego kraju. Nic więc dziwnego, że planuje się tam budowę kolejnych elektrowni na falach. Ocean Power Delivery ma już zamówienia na ponad 30 swoich węży. Konkurencja jednak nie zasypia. Kanadyjska firma Finavera już wkrótce zamontuje na portugalskich falach elektrownię, opartą na diametralnie innej technologii. Ma zostać uruchomiony wstępny projekt o mocy 2 MW. Jeśli się sprawdzi, jego moc zostanie zwiększona do 100 MW. Patent firmy z Vancouver nazywa się „Aqua Buoy” i wykorzystuje efekt „skakania na falach”. Połączone w jeden system, unoszące się na
powierzchni wody boje czerpią energię z wertykalnego ruchu fal. Każda boja kanadyjskiej firmy ma około 3 metrów średnicy i sięga 20 metrów w głąb wody. W podwodnej części urządzenia znajduje się pompa, która wykorzystując ruch fal tłoczy wodę w kierunku zamontowanej u góry turbiny. Poważna zaletą kanadyjskiego patentu jest wytrzymałość na warunki atmosferyczne. Boje do wytwarzania prądu są bowiem skonstruowane tak, jak nawigacyjne boje morskie, które wytrzymują przecież największe sztormy. Walory tej technologii zostały docenione przez rząd w Waszyngtonie, przyznając kanadyjskiej firmie, licencję na budowę pierwszej elektrowni falowej w Stanach Zjednoczonych. Wdrażane są produkty tej firmy także na wschodnim i zachodnim wybrzeżu USA, we wspomnianej Portugalii, u siebie w Vancouver oraz Republice Południowej Afryki.
Przedstawione powyżej koncepcje elektrowni falowych, chociaż znacząco różnią się od siebie, należą do jednej kategorii. Wszystkie unoszą się na powierzchni wody. Tymczasem równolegle rozwijają się technologie oparte na urządzeniach przytwierdzonych do dna lub instalowanych na morskich brzegach. W tym także pierwsi byli Norwegowie. Już w 1985 roku wybudowali elektrownię falową na małej wyspie w pobliżu miejscowości Bergen. Jej moc jest nieduża (350 kW), ale w sam raz aby zapewnić prąd lokalnej społeczności, czyli około 40 domom. Zasada działania technologii Tapczan (skrót od Tapered Chanel) jest bardzo prosta i opiera się na tradycyjnych rozwiązaniach hydroelektrycznych. Spiętrzone fale przez zwężającą się sztolnię wpychają wodę do dużego zbiornika, znajdującego się powyżej powierzchni morza. Gdy ilość wody jest wystarczająco duża, wówczas otwiera się zawór na
dnie zbiornika i woda pchana siłą grawitacji wraca do morza, przy okazji napędzając zainstalowaną w odpływie turbinę. Mimo, że ta metoda jest wyjątkowo prostym sposobem na wytworzenia prądu z energii fal, to ze względu na wymagania związane z ukształtowaniem terenu, może mieć zastosowanie w niewielu miejscach na świecie.
Innego rodzaju nadbrzeżną elektrownię falową wymyślili Szkoci. Osiem lat temu na wyspie Islay, w zachodniej Szkocji, uruchomiono system LIMPET (Land-Installed Marine-Powered Energy Transformer), wykorzystujący ruch morskich fal do spiętrzenia powietrza, które z kolei napędza turbinę, sprężoną z generatorem. Moc tej elektrowni to 500 kW. Kiedy fala wpada do, wbudowanej w nadbrzeże, pustej komory, wypycha znajdujące się w niej powietrze do góry w kierunku turbiny. Gdy fala się cofa, powietrze jest z powrotem zasysane do komory i ponownie napędza turbinę. Uzyskaną w ten sposób energię wykorzystuje się między innymi w elektrycznych autobusach, jeżdżących po wyspie Islay.
Fiński patent na wykorzystanie energii morza nazywanie się „WaveRoller”. Prace nad nim trwają od 1999 roku. W dalszym ciągu jest jednak w fazie testowania. Urządzenie zapowiada się jednak bardzo obiecująco. „WaverRoller” ma czerpać energię z fal przydennych, dlatego
jego montaż planuje się niedaleko od brzegów, w stosunkowo płytkich miejscach.
Całość przypomina rozłożoną na dnie stalową sieć, do której przymocowane są „ruchome tablice”, poruszające się wahadłowo zgodnie z ruchem fal. Do każdej tablicy przytwierdzony jest hydrauliczny tłok, którego ruchy wytwarzają energię. Ta z kolei przekazywana jest do generatora, stojącego na brzegu. Producenci „WaveRollera” twierdzą, że uzyskiwana dzięki tej technologii energia będzie znacznie tańsza od energii wiatrowej, a z czasem także od tej uzyskiwanej z surowców kopalnych – szczególnie, gdy weźmie się pod uwagę koszty wynikające z nadmiernej emisji gazów cieplarnianych.

Energia z różnicy temperatur

Na jeszcze jedno zjawisko warto zwrócić uwagę. Być może stanie się kiedyś źródłem morskiej energetyki odnawialnej. Każdy, kto miał okazję nurkować w morzu, przekonał się, że wraz z głębokością spada temperatura wody. Słońce nieustannie ogrzewa powierzchnie wody mórz i oceanów. W ten sposób powstaje olbrzymi rezerwuar zmagazynowanego ciepła. Z kolei różnicę w temperaturach wód głębinowych i powierzchniowych można wykorzystać do produkcji energii elektrycznej. Jako pierwszy wykorzystanie tego naturalnego zjawiska zaproponował w 1881 roku francuski fizyk, Jacques Arsene d` Arsonval. Pierwsze eksperymenty przeprowadzono 50 lat później na Kubie, a następnie w Brazylii. W latach 50. ubiegłego wieku naukowcy francuscy pracowali bez powodzenia nad elektrownią tego typu w dzisiejszej Republice Wybrzeża Kości Słoniowej. W czasie kryzysu naftowego, sprawą zainteresowali się Amerykanie, tworząc specjalne laboratorium na Hawajach. Także Japończycy na początku lat 80. uruchomili elektrownię o mocy około 120 kW. Jednak aż 90 kW zużywała sama elektrownia. Pozostałe 30 wysyłano do pobliskiej szkoły. Jak na razie jest to największy sukces w wykorzystaniu termalnej energii oceanów. Mimo, że pomysł zrodził się w XIX wieku, do tej pory nie udało się wynaleźć technologii, która byłaby efektywna. Najbliższa przyszłość należy więc niewątpliwie do urządzeń wykorzystujących energię pływów i fal.
Przedstawione powyżej prototypy, elektrownie oraz możliwości wykorzystywania energii wód to jedynie wierzchołek góry lodowej. Wciąż bowiem pojawiają się nowe technologie. Nieustannie przybywa też firm, które już zaistniały na rynku. Te możliwości zaczynają interesować największych potentatów energetycznych. Według ekspertów energetyka morska jest dzisiaj w tym miejscu, gdzie 25 lat temu była energetyka wiatrowa. Jednak z tą różnicą, że dzięki doświadczeniom w budowaniu wiatraków, prace nad ulepszeniem podwodnych turbin, pójdą o wiele szybciej. Ocenia się, że już za 10 lat elektrownie pływowe i falowe mogą wytwarzać więcej energii niż wszystkie światowe elektrownie wiatrowe. Warto zdać sobie sprawę z prostego faktu – woda jest nawet do tysiąca razy gęstsza od powietrza. Dlatego wiatrak podmorski jest w stanie wyprodukować nawet kilkadziesiąt razy więcej energii, niż tej samej wielkości wiatrak naziemny.

Niewidzialne elektrownie

Teoretycznie pływy morskie mogłyby dostarczyć dużych ilości energii. Niedawno oszacowano jej potencjalną moc w skali całego globu. Okazało się, że jest ona tysiące razy większa aniżeli łączna moc wszystkich elektrowni zbudowanych na planecie. Podczas
przypływu ogromne masy wody płyną w jedną stronę, a przy odpływie – powracają. W wąskich zatokach i cieśninach oceanicznych różnica poziomów nierzadko przekracza 20 m. Wybrzeża Szkocji, a także Irlandii, obfitują w takie przewężenia.
Aż kusi, aby sięgać po ten olbrzymi rezerwuar naturalnej energii, który Szkoci nazywają szumnie „Arabią Saudyjską energetyki odnawialnej”.
Pomimo niepowodzeń z uwagi na brak technologii, które pozwoliłyby na wykorzystywanie tej energii w sposób zadowalający, Szkoci są jednak zdeterminowani. Pragną cały swój system energetyczny przedstawić na źródła odnawialne. Atlantyk gra główną rolę w tych planach. Na powierzchni oceanu energię mają produkować turbiny wiatrowe, pod wodą – turbiny pływowe. Te ostatnie mają dostarczyć 15 proc. prądu szkockim domom i zakładom. Pierwsze efekty już osiągnięto. Śmigło uruchomione na atlantyckim dnie w pobliżu Orkadów sprawuje się zgodnie z oczekiwaniami, czyli produkuje tyle prądu, ile zakładano. Urządzenie ustawiono na głębokości kilkudziesięciu metrów. Nie widać go więc i nie słychać. A ponieważ pływy, w przeciwieństwie do wiatru, są przewidywalne i następują regularnie co sześć godzin, można dokładnie wyliczyć, ile energii można w ten sposób uzyskać w ciągu nadchodzącego dnia, tygodnia czy miesiąca.
Z pozoru pozyskiwanie takiej energii może się wydać dość łatwe i proste. W praktyce jest jednak bardzo kosztowne. Eksperci ze Scottih Power, firmy planującej inwestycje w podmorską energetykę, wyliczyli, że prąd z dna jest obecnie co najmniej dziesięciokrotnie droższy niż ten z wiatru. Przyczyn jest kilka. Pierwszą i najtrudniejszą do pokonania barierę stanowi pogoda. Ocean oblewający Szkocję, nawet przy najlepszych chęciach, trudno uznać za łagodny i spokojny. Zwykle jest potężnie rozhuśtany. Sztormowe wiatry i kilkunastometrowe fale utrudniają prace budowlane i instalacyjne. Precyzyjne ustawienie na dnie najpierw tysiąctonowej platformy ze stali, a następnie wielkiego śmigła, staje się w takich warunkach podziwu godnym wyczynem. A przecież trzeba to jeszcze wszystko uruchomić i połączyć z lądem.
Jednak Brytyjczycy nie rezygnują. Gotowe są też plany ustawienia stu podobnych generatorów w Pentland Firth – cieśninie oddzielającej Szkocję od archipelagu Orkadów. Podczas pływów spiętrzona woda porusza się w tym miejscu z prędkością 30 km/godz. To dlatego organizuje się tutaj słynne na cały świat regaty dla najtwardszych żeglarzy, którzy bacznie muszą się strzec wielkich wirów i zdradliwych prądów.
Potencjał energetyczny w Pentland Firth oszacowano na 10 GW. To kilaka dużych elektrowni konwencjonalnych. W Edynburgu powstało konsorcjum o nazwie MeyGen, którego liderem jest znany bank inwestycyjny Morgan Stanley. Chce on zbudować na dnie cieśniny elektrownię pływową o mocy 400 MW. Cała dokumentacja jest już przygotowana. Przedstawiciele MeyGenu złożyli w brytyjskich urzędach wniosek o zezwolenie na
ustawienie pierwszych dwudziestu turbin o mocy 1 MW każda. W ciągu kilku lat powinny dostarczyć prąd do sieci energetycznej.
Kto potrafi zaprojektować i zbudować tak innowacyjne urządzenia? Chętnych, jak się okazuje, nie brakuje. Uruchomiona na Orkadach turbina powstała w norweskiej firmie Hammerfest Strom, którą śmiało można uznać za pioniera niecodziennych technologii. Firma ta ustawiła już mniejszą turbinę, bo o mocy 300 kW we fiordzie Kvalsund na północnym skraju Norwegii. Urządzenie pracuje nieprzerwanie od 6 lat, zaopatrując w prąd kilkadziesiąt domów. Można więc stwierdzić, że technologia jest już sprawdzona.

Polski wkład

Omawiając różne typy urządzeń do wytwarzania energii ze zjawiska morskich fal, nie można pominąć projektu, w którym biorą udział także polscy naukowcy. Od kilku lat zespół prof. Mariana Kaźmierkowskiego z Politechniki Warszawskiej pracuje nad przekształtnikiem energii fal morskich w prototypie pływającej elektrowni – „Wave Dragon”.
„Falowego Smoka” wymyślił Duńczycy, inż. Erik Frik-Madsen. Podczas obserwacji ruchu wody wewnątrz atolu na Pacyfiku, zauważył, że zbierająca się w atolu woda, odpływała przez nieszczelności rafy, powodując silny prąd, który byłby zdolny napędzić turbiną. Postanowił więc zbudować sztuczny atol. Od pomysłu do realizacji upłynęło 17 lat, w końcu jednak, pierwszy prototyp gotowy był do prób na wodzie. Umiejscowiono go na Morzu Północnym w pobliżu duńskiego wybrzeża. Po roku efekty były na tyle zadowalające, że projekt uzyskał wsparcie Unii Europejskiej. Rozpoczęły się prace nad budową o wiele większego (180 na 300 metrów) sztucznego atolu na wodach terytorialnych Walii. Testy mają trwać od trzech do pięciu lat. W planach jest także budowa „Falowego Smoka” w Chinach.
Nie zachęcam bynajmniej do zakładania farm elektrowni falowych na Bałtyku, trzeba się
bliżej przyjrzeć szkocko-portugalskim rozwiązaniom technicznym i także zapoznać z innymi
rozwiązaniami typu „Wave dragon", ale na pewno warto zachęcać do skorzystania z bogatych
doświadczeń portugalskich związanych z legislacją i promocją OŹE. W Portugalii udaje się
rozwijać w szybkim tempie energetykę wiatrową, solarną, wodną - i jak widzimy - w tym
nawet morską. A u nas? Retoryczne pytanie! Jaskółką (pierwszą) jest to, że podczas seminarium „Spotkanie biznesowe Portugalia - Polska", zauważono, że obecnie portugalskie firmy bardzo skutecznie sięgają po najnowsze technologie w dziedzinie odnawialnych źródeł. Podpisano także niedawno umowę o polsko-portugalskiej o współpracy gospodarczej. Czy znajdzie się w niej poczesne miejsce na odpowiednie potraktowanie problematyki odnawialnych źródeł energii? Zobaczymy to niebawem w praktyce

OCENA ARTYKUŁU

Pomóż nam budować ranking artykułów, oceń powyższy.
oceń artykuł
średnia ocen
4
Wykonawca: PERSABIO
Wszelkie prawa zastrzeżone

zamknij
zamknij

Czytaj artykuły z wybranej kategorii

kliknij w nazwę kategorii aby przejść do listy artykułów
zamknij

Znajdź specjalistę z wybranej branży

kliknij w nazwę branży aby przejść do listy specjalistów publikujących w niej artykuły