NOWY PORTAL - wersja BETA
mamy już
515redaktorów
o co chodzi w portalu
Kliknij tutaj, aby szukać po branży
dodaj artykuł
ZLECENIA OGŁOSZENIA ZAMÓW REDAKTORA ZAMÓW TEKST KUP ARTYKUŁ
POLECAMY:   Nie dopuść do wypalenia! AIDS pokonany?
 
 
Jesteś tutaj:Strona główna>Lista artykułów>Prezentacja artykułu

SALONY KOSMETYCZNE ZWIERZĄT

Dodano: 02.01.2015, autor: @wispawel12
kategoria: Zwierzęta,  ocena: 4,  rodzaj: Ogólnodostępny
„Jeśli potrafimy zachwycać się naturą i życiem, przepełnieni wrażliwością na piękno,
mając oczy otwarte, wolni od egoizmu, wtedy napełni nas prawdziwa radość”

Alexander Herzen


Strzępiel – częsty bywalec salonów kosmetycznych.

W głębinach wód oceanów, wszędzie tam gdzie żyją barwne koralowce funkcjonują wspaniałe salony higieniczne i kosmetyczne dla zwierząt. Codziennie odwiedza je setki najróżnorodniejszych ryb. Dają one sobie czyścić skórę, płetwy, zęby i skrzela a usługi te wykonują inne ryby, które specjalizują się w tych czynnościach.
Długi na metr strzępiel, gdy bardzo swędzi go skóra, płynie do rafy koralowej, odchyla pokrywy skrzelowe i otwiera swoją wielką paszczę. Zaraz pojawiają się wargacze czyszczące,
należące do rodziny wargaczy.. Wcale się nie boją. Wprost przeciwnie, zaraz zabierają się do pracy.
Małe wargacze, najpierw obszukują powierzchnię całego ciała olbrzyma i usuwają wszystkie zauważone tam pasożyty, pryszcze, ropiejące tkanki, strzępy skóry i inne niepotrzebne rzeczy. W trakcie pracy, nieustannym wibrowaniem wskazują jemu w jakiej dogodnej do zabiegów
pozycji trzymać ma swoje płetwy. Czyściciele wpływają także do otwartej paszczy, gdzie pracują jako wykałaczki, po czym wypływają na zewnątrz spod pokryw skrzelowych.
Amerykański biolog, dr Conrad Limbaugh obliczył, że dwie małe rybki czyszczące w ciągu sześciu godzin przeprowadziły zabiegi higieniczne dla ponad trzystu ryb.
Nad rafą, w głębinie wód spotykają się ryby, które są dla siebie wrogie w każdym innym miejscu, ale tutaj czekając na zabieg, przestrzegana jest jedna zasada – przyjaciele i wrogowie w wielkim spokoju czekają na swoją kolej.
Naukowiec ten przeprowadził doświadczenia, które potwierdziły jaką ważną rolę spełnia proces czyszczenia. Z dwóch raf koralowych w pobliżu Wysp Bahama usunięto wszystkie wargacze czyszczące. Wkrótce, większość ryb zamieszkujących rafy, odpłynęła. U nielicznych, które pozostały stwierdzono po krótkim czasie rozmaite uszkodzenia skóry i płetw. Były to otwarte rany, wrzody i miejsca zaatakowane grzybicą.
Na pełnym morzu, gdzie nie ma raf koralowych, brak higieny może doprowadzić ryby do szału. Profesor Irenaus Biel-Eibesfeldi zaobserwował gromadę błękitnych makreli, które rzucały się na wielkiego rekina szarego. Nie był to akt samobójstwa ale potrzeba ocierania się o jego, ostrą jak tarka powierzchnię ciała.
Dowód jest oczywisty. Potrzeba pielęgnacji ciała dla ryb nie jest sprawą luksusu ale warunkiem przetrwania.


Manta to doskonały przykład dbania o higienę ciała.

Szeroka do siedmiu metrów manta płynie przez ocean w towarzystwie pilotów. Kiedy tym małym rybom grozi niebezpieczeństwo, kryją się w paszczy swojego „Guru”. Za taką pomoc rewanżują się czyszczeniem jej zębów.
To co służy mieszkańcom mórz, jest również bardzo przydatne rybom słodkowodnym. I tak jest rzeczywiście. Cierniki czyszczą szczupaka, różanki czyszczą każdą rybę, która tego chce. Podobnie zachowują się wzdręgi, , okonie, płocie, ukleje i leszcze.
Są rzeczy naprawdę zdumiewające. Ale jednym z najbardziej niewiarygodnych zjawisk w świecie zwierząt jest fakt, że ważące kilka gramów zięba Darwina może wpłynąć na żółwia słoniowego, ważącego trzysta kilogramów, aby ten przybrał pozycję, podyktowaną przez nią, a dogodny do zabiegu czyszczenia.

Żółw słoniowy zaczyna przybierać pozycję do zabiegów kosmetycznych. (300 kg)

A to jego kosmetyczka, malutka zięba Darwina ( kilka gramów)


Amerykańscy zoolodzy, dr Grieg Mac Parland i W.G. Recder odkryli takie nadzwyczajne zachowanie, na wyspie Isabela, w Archipelagu Galapagos. Tam, w kraterze wulkanu Albedo, około czterystu żółwi słoniowych zdołało uratować się przed wyginięciem. Późnym popołudniem budzą się one z poobiedniej drzemki. Parę minut później chmara zięb Darwina zauważyła to i już nadlatuje. Siadają one na pancerzu olbrzymiego żółwia a także na ziemi przy jego głowie. Następnie wszystkie zaczynają podskakiwać, plaskając przy tym głośno skrzydłami. Potężny żółw od razu zauważa ten harmider i przyjmuje odpowiednią pozycję. Unosi głowę prawie pionowo w górę, maksymalnie ją wyciągając. Podpiera się wszystkimi czterema nogami i podrywa swój trzystukilogramowy ciężar najwyżej jak potrafi, tak że pysk jego znajduje się na wysokości prawie metra. W takiej pozycji żółw słoniowy pozostaje nieruchomy jak posąg przez kilka minut. Wówczas zięby dolatują do wszystkich, nie opancerzonych części ciała: szyi, głowy, nóg, ogona i okolicę odbytową, a przede wszystkim do głębokich fałd skóry, normalnie osłonięte pancerzem, a dostępne ptakom tylko w tej niezwykłej pozycji żółwia. Następuje ogólnie dziobanie i kłucie. Zięby uwalniają olbrzyma od setek kleszczy, które opijają się jego krwią.
Jest to klasyczny przykład symbiozy, ze współpracą opartą na wzajemności. Zięby otrzymują za tę usługę kleszcze, które są ich pożywieniem.
Praca kończy się po kilku minutach, gdy jedna z zięb odlatuje. Jest to sygnał dla pozostałych, że praca jest zakończona i należy poszukać następny obiekt do przeprowadzenia zabiegów kosmetycznych.
Widać zatem, że wielkie pancerzowce zadają sobie wiele trudu ażeby małych ptaków nie zrazić, nie protestują nawet i cierpliwie znoszą przykre wydziobywanie wokół oczu.
Najcudowniejszy jest fakt, że tak skrajnie różne zwierzęta, jak zięba Darwina i żółw słoniowy, znalazły wspólny język. Człowiek nie potrafi sobie nawet wyobrazić, jak bardzo poważnie niektóre zwierzęta traktują czynności higieniczne.
Gdyby z zegarkiem w ręku sprawdzić, ile czasu codziennie kot poświęca swojej higienie, to bez trudu dowiadujemy się, że są to trzy do czterech godzin. Trzy człowiek może temu dorównać?
Jeszcze więcej czasu na zabiegi higieniczne przeznaczają ptaki. Muszą one oddzielnie wyczesywać każde ze swoich piór i natłuszczać. W tym celu wytwarzają własne kosmetyki. Ich gruczoł kuprowy wydziela specjalny wosk, który ptaki nabierają na dziób jak z tubki i nacierają nim upierzenie. Czyni je przez to odpornymi na deszcz
Jednak ptakom, które bardzo lubią ryby, jak np. czapla siwa to nie wystarcza. W czasie posiłku często zanieczyszczają się śluzę, który wydziela się ze skóry rozmaitych ryb. Ażeby się tego pozbyć ptak sięga dziobem pod upierzenie piersi albo do nasady nóg. W tych miejscach u tego ptaka rosną specjalne pióra, których zakończenie pod naciskiem dzioba rozpadają się w pył. Tą sproszkowaną substancję najpierw dziobem wciera w upierzenie, a po upływie pewnego czasu potrzebnego na wyschnięcie, wyczesuje ją. Ptak wykonuje to pazurem średniego palca u nogi, który jest ząbkowany jak grzebień. Dopiero po tym ptak natłuszcza sobie pierze wydzieliną gruczołu kuprowego. Nasuwa się tutaj pytanie. Właściwie kto lub co nakazuje zwierzętom utrzymywać wysoki poziom higieny ? Odpowiedź jest dosyć szokująca. Wszyscy rodzice w świecie zwierząt, którzy opiekują się swoim potomstwem, muszą dbać o to, ażeby dzieci były zawsze czyste. Jednak od pewnego wieku zwierzęta czyszczą się już same. Tą zmianę należy przypisać wrodzonemu instynktowi oczyszczania się. Ale także u zwierząt w wieku dorosłym, następują momenty zaniedbywania higieny ciała. Występuje to wówczas, gdy zwierzęta chorują. Czyszczenie poprzez zwykłe drapanie się jest wspierane przez te obszary przyrody, które mogą wytworzyć środki piorące.

Czapla siwa, bardzo wymagająca w sprawach osobistej higieny.

Kwadratnic, czyli krab mangrowy, żyjący w tropikalnych przybrzeżnych wodach Afryki i Ameryki, potrafi sam przyrządzić sobie roztwór potrzebny jemu do systematycznego zażywania kąpieli piankowych. Ten skorupiak, który na co dzień przebywa w mule korzeni podporowych namorzyn, odczuwa mniej więcej co cztery tygodnie potrzebę oczyszczania się bardzo gruntownego. Wówczas z otworów komór skrzelowych wypływa biała masa podobna do mydlanej piany i krab brodzi w niej na wyciągniętych nogach. Podczas gdy szczypce wykonują w pianie ruch w kształcie koła, zwierzę ociera jedną nogą o drugą. Te zabiegi kąpielowe trwają ponad godzinę.
Także skorpion, następny mistrz w sztuce obmywania się, spędza na tych ceremoniach trzy godziny.
Zaczyna od wykonywania szczękoczułkami ruchów pompujących tak długo, dopóki z ust jego nie zaczyna wypływać płyn podobny do śliny.
Tym razem nie służy on do strawienia zdobyczy, ale do usunięcia brudu z jego ciała.
Ale jak to zwierzę ma sobie wyczyścić wszystkie odnóża i grzbiet? Czynności te wykonuje za pomocą zakończonego kolcem odwłoka, na którego czubku mieści się nie tylko zbiornik z jadem, ale również poduszka używana jako gąbka.



Skorpion – mistrz w sztuce obmywania się.

Kolejność wykonywanych czynności jest następująca. Najpierw skorpion przykłada ją do otworu ustnego i nasyca roztworem czyszczącym, następnie starannie wyciera nią wszystkie miejsca ciała i każdy staw.
Człowiek oczekuje po kosmetykach wielu działań. Mają nie tylko czyścić i upiększać skórę, ale przede wszystkim utrzymywać ją w stanie wiecznej świeżości. Pływak żółtobrzeżek spełnia ten wymóg w idealny sposób.
Wielokrotnie zdarza się, że małe stawki, w których on żyje, wysychają. W tej sytuacji owad zapada w stan pozornej śmierci, w tak zwaną anabiozę.
Trwa w tym stanie, pod wilgotnym mchem lub pod kamieniami, ale gdyby nie jakiś lek, który posiada w sobie, byłby narażony na gnicie i rozpad.
Pływak żółtobrzeżek wytwarza w swoich gruczołach odwłokowych maść, którą smaruje się w przypadku grożącej suszy, podobnie jak kiedyś preparowano mumie egipskie. Dzięki takiemu zabiegowi pozostaje świeży, dopóki następny deszcz nie obudzi go znowu do życia.
Biochemicy wykryli, że maść ta składa się w osiemdziesięciu procentach z kwasu benzoesowego. Jest to zatem ten sam związek chemiczny, którego używa się w przemyśle rybnym, jako środka konserwującego.

Pływak żółtobrzeżek – potrafi preparować swoje ciało jak mumia egipska.

Zupełnie innym zagadnieniem jest mycie pokarmu przed spożyciem. O ile czyszczenie ciała stało się w przyrodzie regułą, o tyle czyszczenie pożywienia należy raczej uznać za wyjątek. Jednym z nielicznych zwierząt, które o to dbają jest szop pracz. Drapieżnik ten, bierze kawałki jedzenia między obie przednie łapy i stojąc na brzegu zanurza i taple jedzenie w wodze. Potwierdzeniem, że mamy do czynienia z niezwykłą sytuacją jest fakt, że szop pierze swoje pożywienie również bez potrzeby. Stwierdzono, że w celu ochrony przed zatruciem szop także doskonale i długo maceruje dżdżownice, chociaż są przecież zupełnie niejadowite.
Zwierzę również traktuje je jak plastelinę doprowadzając do tego, że ofiara z natury dziesięciocentymetrowy, wydłuża się trzykrotnie.
O wiele sumiennie piorą swoje pożywienie piżmaki. Zwierzęta te zakładają w obrębie swojego rewiru prawdziwe pralnie, gdzie zanoszą każdy kawałek jedzenia i taplając w wodzie szorują, na przykład liść sałaty, podobnie jak dawniej gospodynie domowe sztukę bielizny w bali.
Zjawiskiem całkowicie odmiennym od czyszczenia ciał i mycia pożywienia jest utrzymywanie w czystości pokoju dziecinnego. „Kalanie własnego gniazda” przenosi się często na środowisko ludzkie.
Jak się to sprawdza w rzeczywistości? Na początku okresu wysiadywania prawie wszystkie zwierzęta dbają o zachowanie jak największej czystości. Młode ptaki śpiewające załatwiają się w gnieździe tylko wtedy, gdy któreś z rodziców jest przy nich.
Rodzice skowronka polnego, na przykład, w pierwszym okresie z miejsca zjadają odchody swoich młodych. Dopiero później, gdy „porcje” są niemal piętnastokrotnie większe, dorośli w dziobie wynoszą wydaliny dziecięce na odległość około dwudziestu metrów, zawsze na ten sam śmietnik.
W niezwykle ciekawy sposób wykonują to starsze czaple. Robią głęboki skłon w kierunku środka gniazda, tak że kuper ich, niczym działo skierowane jest na zewnątrz, potem cały ładunek wytryskują poza gniazdo.
Wyprowadzenie jednak wniosku, że wszystkie gniazda ptaków są pielęgnowane byłoby niezgodne ze stanem faktycznym. Dla przykładu gniazdo orłów przednich na krótko przed wylotem młodych wygląda jak coś pośredniego pomiędzy krwawą jatką a nieprzyjemną, woniejącą ubikacją. Rozkładające się i rojące od much resztki mięsa, niedostępne wśród gałęzi tworzących gniazdo, zamieniają w istne piekło życie ptaków, które nie mogą się doczekać chwili pierwszego startu.
Gniazdo kosów, z którego wręcz kipi zawartość złożona z kilku dorastających i coraz żarłoczniejszych młodych i gdzie pisklęta kotłują się między sobą, często bywa bardzo zanieczyszczone. Świadczą o tym wielkie ilości robactwa na dnie gniazda.
Brud ten nie powoduje jednak zgonów. Ale jeżeli ptasi rodzice myślą o drugim lęgu w tym samym roku, muszą przedtem założyć nowe gniazdo w innym miejscu..
Kiedy widzimy, jak trudno jest ptakom utrzymać porządek, podziwiać należy kangura. Nosi on przecież ze sobą przechowalnię dzieci w postaci worka jako część swego ciała. Pomimo faktu, że dziecko australijskiego kangura w wieku dwudziestu dziewięciu dni waży dopiero kilka gramów, już w tym czasie oddaje swoje odchody do matczynego worka, a matka musi wciąż sprzątać, tym częściej im dziecko jest starsze. Gdyby nie to, to małe umierałyby w nieczystościach. Matka natomiast mogłaby się nabawić dotkliwych zapaleń.
Dla małp kapucynek z Ameryki Południowej pielęgnacja ciała nabiera bardzo ciekawego znaczenia dla ich porządku społecznego, wyższego rzędu. Gdy w ogrodzie zoologicznym podano im wodę kolońską, najpierw wąchały, a następnie spryskały sobie tym pachnidełkiem całą sierść. Zależy im ażeby odróżniać się od pozostałych a tym samym stać się „czymś szczególnym”.
Badacze tych procesów zauważyli, że małpy nieustannie się skubią, pomimo, że w ich sierści nie ma żadnych robaków. Przywódca pawianów okazuje swoją przychylność, gdy zezwala samicy na przeszukiwanie jego sierści. Dla samicy natomiast praca ta jest wyróżnieniem. Zabieg ten wspiera poczucie wspólnoty.

Orangutany wspaniale dbają o swoją higienę.

Zjawisko czyszczenia współplemieńca nie zrodziła się z tego, że zwierzę, które się czyści, w swojej czynności sądzi, iż musi drugiemu pomóc w utrzymaniu czystości niedostępnych miejsc na jego ciele. Zjawisko to wypływa z zupełnie innej motywacji. Źródło tego można prześledzić na przykładzie czapli siwej.
Zdaniem profesora Ireneusa Eibl-Eibesfeldta oczyszczanie współplemieńca jest zachowaniem atakującym, które przemienia się w czułość.
Bardzo dobitnie występuje to u czapli siwej. Na początku okresu lęgowego samiec często czyści upierzenie swojej samicy. Jednakże na zwolnionych zdjęciach filmowych widać wyraźnie jak w pierwszej chwili samiec właściwie chce w złości podziobać swoją samicę. Ona reaguje na to, tak zwanym gestem pojednawczym, odwraca głowę jak gdyby do ucieczki, ale nie rusza się z miejsca i bojaźliwie stroszy pióra.
Tym samym instynktownie hamuje jego atak, zamienia zły humor na dobry i powoduje, że samiec zamiast na nie napadać, czule przeczesuje i przegarnia upierzenie jej głowy. Zgoda w małżeństwie została przywrócona.
Doprawdy, tylko mały krok dzieli tę specjalizację, np. szympansa jako czyściciela członków swojej grupy od wiejskiego cyrulika dawnych wieków.

OCENA ARTYKUŁU

Pomóż nam budować ranking artykułów, oceń powyższy.
oceń artykuł
średnia ocen
4
Wykonawca: PERSABIO
Wszelkie prawa zastrzeżone

zamknij
zamknij

Czytaj artykuły z wybranej kategorii

kliknij w nazwę kategorii aby przejść do listy artykułów
zamknij

Znajdź specjalistę z wybranej branży

kliknij w nazwę branży aby przejść do listy specjalistów publikujących w niej artykuły