NOWY PORTAL - wersja BETA
mamy już
510redaktorów
o co chodzi w portalu
Kliknij tutaj, aby szukać po branży
dodaj artykuł
ZLECENIA OGŁOSZENIA ZAMÓW REDAKTORA ZAMÓW TEKST KUP ARTYKUŁ
POLECAMY:   Nie dopuść do wypalenia! AIDS pokonany?
 
 
Jesteś tutaj:Strona główna>Lista artykułów>Prezentacja artykułu

W NIEMYM PODZIWIE - NARODZINY

Dodano: 07.01.2015, autor: @wispawel12
kategoria: Zwierzęta,  ocena: 5,  rodzaj: Ogólnodostępny
Niektóre zwierzęta mają niepojętą dla ludzi zdolność odwlekania porodu według własnej woli, aż do 12 godzin. Postępują tak wtedy, kiedy wietrzą jakieś niebezpieczeństwo, bo przecież, gdyby matka urodziła dziecko w momencie, kiedy atakują wrogowie, zginęliby oboje. Widocznie pod wpływem stresu spowodowanego niebezpieczeństwem w organizmie matki wydzielają się hormony, które odwlekają poród.
Zwierzęta na wolności stoją przed wyborem: albo śmierć matki i dziecka w paszczy wroga, albo odwleczenie porodu i ewentualne problemy tego następstwa. U zwierząt jest to problem przeżycia.
Natura tak zarządziła, że u wszystkich zwierząt aktywnych w dzień poród odbywa się z reguły w nocy, natomiast zwierzęta aktywne w nocy rodzą dzieci w dzień. Ma to swoje uzasadnienie: podczas fazy spoczynkowej rytmu dobowego matce i dziecku łatwiej jest uporać się s porodem.
Ta niby od natury zapożyczona metoda okazuje się zatem środkiem do szkodliwego manipulowania naturą ludzką. Jest to ten rodzaj zgubnego racjonalistycznego myślenia, który szpitale upodabnia coraz bardziej do fabryki chorych, a pacjentów do bezosobowego produktu. Głosząc „humanizację miejsca pracy” dla personelu pielęgniarskiego zapomina się, że pociąga to za sobą bezwzględność wobec tych, którzy potrzebują jego pomocy.
Brzmi to groteskowo, że dopiero porównanie ze zwierzętami zaostrza spojrzenie na człowieka, ale tak jest istotnie: tylko ten, kto dobrze zna zwierzęta, może pojąć duszę człowieka i uchronić ją od szkód, jakie niosą jej podobne do powyższych manipulacji.
Na przykład nietoperze nie budują dla swoich dzieci gniazd jak to czynią ptaki. Zawisają głową w dół, przyczepione do pułapu jakieś pieczary, jak szynki w wędzarni, a pod nimi zieje przepaść. Jak łatwo mogłoby młode zwierzątko od razu po urodzeniu zginąć. Ale samica, skoro tylko poczuje bóle, zahacza się u kamiennego pułapu nie tylko nogami, ale dodatkowo jeszcze pazurkami, wystającymi z przodu skrzydeł. Jej ciało staje się w ten sposób wiszącym materacem i kołyską dla niemowlęcia.
U niektórych nietoperzy to zabezpieczenie jest jeszcze pewniejsze. Kiedy żeglarze zabierają na pokład swoje dzieci, przymocowują je liną do masztu. Nietoperz postępuje tak samo. Noworodki jeszcze przez kilka dni po porodzie są przyczepione do matki pępowinom. Dopiero kiedy już ze stuprocentową pewnością potrafią się mocno uczepić ciała matki, przegryza ona pępowinę i wyrzuca połączone z nią łożyska.
Nie jest to jedyny cel, dla którego samice niektórych zwierząt zachowują przez jakiś czas łożysko. Kiedy nawet do trzech godzin po porodzie zostaną zaatakowane przez wrogów ich dzieci nie potrafią się jeszcze bronić lub uciekać. Wówczas matka w odpowiednim momencie błyskawicznie wyrzuca z siebie łożysko. Napastnicy traktują to jako poczęstunek, a tymczasem matka i dziecko mogą się bezpiecznie schronić. Jest wyjątkowo genialny fortel natury wymyślony dla ochrony nowo narodzonego życia.

Położnicy i akuszerki w królestwie zwierząt

Usługi położnicze znane są w świecie zwierząt np. u mysz a także u niektórych psów i kotów.
Na przykład „położne” są stałą instytucją we wspólnocie mysz. Wydają one na świat dużo noworodków i dlatego mają ciężkie porody. Ponadto noworodki wychodzą pośladkami naprzód. Bez pomocy doświadczonych przyjaciółek śmiertelność noworodków i matek byłaby bardzo duża.
Naukowcy zaobserwowali wiele faktów, które wzbudziły ich zdumienie.
Już bóle początkowe były bardzo silne. Jednak rodząca mysz nie odłączyła się od grupy, jak to robią zwykle samice innych zwierząt żyjących we wspólnocie. Zastosowała się do prawa, nakazującego jej wydać potomstwo w otoczeniu klanu. Jeżeli poród się przeciąga i matka bardzo szybko się męczy, jedna z „akuszerek” chwyta ostrożnie zębami tył noworodka i ciągnie w momencie, kiedy matka prze, dopóki dziecko szczęśliwie nie przyjdzie na świat. Niejednokrotnie przegryzają one także pępowinę.
Dokładne obserwacje 86 porodów wykazały, że przy porodzie pomagają tylko te samice, które już same miały dzieci. Natomiast myszy bezdzietne zachowują się w takim wypadku całkowicie obojętnie. Tylko ten, kto sam cierpiał, spieszy z pomocą innym.
Często zdarza się jednak, że pomimo pomocy matka umiera w połogu. Wtedy „akuszerki” adoptują niemowlęta, jeżeli te mimo ciężkiego porodu pozostały przy życiu.
Przedziwnie wyglądają takie czynności u naszego kota domowego - położnym jest tutaj
ojciec.
Ale czy kocur nie zjada swoich własnych dzieci? Wielu hodowców wierzy w to i usuwa go, kiedy tylko spełni swoje minimalne biologiczne zadanie. A co się dzieje, jeżeli zostawi się kocura z jego rodziną? Badacze zostawili, niezależnie od siebie zaobserwowali to samo.
Pozostawili sprawy swojemu biegowi i czekali na to, co się będzie działo. Na dzień przed porodem ojciec był nieuchwytny. Kocury, jak wiadomo, bynajmniej nie żyją w wierności małżeńskiej, ale uganiają się po dachach za innymi kotkami. Ale na godziną przed porodem kocur się nagle pojawił. Jak dowiedział się o tym, co ma nastąpić, nie wiadomo. Kiedy rozpoczęły się bóle, położył się ukośnie przed kotką jak poduszka, żeby mogła oprzeć się o niego przednimi łapkami i w tym położeniu lepiej znosiła ból.
Dla większości zwierząt poród jest równie bolesny jak dla kobiety, z tym że zwierzęta nie krzyczą, przestrzega je bowiem przed tym instynkt, nie wolno im w ten sposób dać znać o sobie i swoich dzieciach wrogom. Do nielicznych wyjątków należy nasz kot domowy.
Odnosiło się wrażenie, że kocur współczuł samiczce, gdyż podczas samego porodu lizał czule pyszczek kotki. Bez tej pociechy rodzące kotki często zrywają się z bólu i jak oszalałe kręcą się w kółko.
Miłość kocura bardzo pomogła kotce w tej ciężkiej godzinie. Kiedy było już po wszystkim, kocur objął straż przed legowiskiem i atakował nawet ludzi, z którymi się przyjaźnił. Poza tym w pierwszych dniach niezmordowanie dostarczał pożywienia, żeby młoda matka mogła pozostać przy dzieciach i nie głodowała. A więc bez śladu kanibalizmu!!!
Pomoc przy porodzie u zwierząt wydaje się nam czymś tak cudownym i tak wysoko stojącym, że jesteśmy niezwykle zdumieni, kiedy spotykamy ją u zwierząt na niskim szczeblu ewolucyjnym. Wtedy zjawisko tłumaczy się niezwykłymi okolicznościami albo jaskrawym egoizmem, a więc przeciwieństwem prawdziwej gotowości do niesienia pomocy.
W Polsce żyje żaba pętówka babienica, u której opiekę nad jajami przejmuje samiec. Nie ma on worka na grzbiecie, więc wypełnia swoje zadanie w inny sposób: galaretowaty sznur, w którym jaja są ustawione linearnie jak w naszyjniku pereł, owija sobie dookoła tylnych nóg. Przy motaniu tak szybko się uwija, że wyciąga sznur jaj samicy. To już jest na granicy położnictwa!
Motywem świadczenia usług położniczych może być czasem jaskrawa zazdrość seksualna. Tak jest w przypadku roztoczy z gatunku Pyemotes.
Samica tych roztoczy wydaje ba świat około 200 – 300 żywych młodych, ale porcjami – około 50 dziennie. Młode są tak małe, że można je zobaczyć tylko pod lupą, niemniej jednak w momencie opuszczania ciała matki są już dojrzałe płciowo. Wśród 300 dzieci jest tylko 9 samców. Wychodzą one pierwsze z ciała matki i trzymają się tuż przy otworze odwłoka. Kiedy przychodzi kolej na pierwszą siostrę, samce pchają się jeden przez drugiego. Pierwszy, który się dociśnie, wsuwa tylne nogi do otworu rodnego matki, obejmuje nimi młodą samicę i wyciąga ją, jak korek z butelki.
Z „ginekologicznego” punktu widzenia taka pomoc jest całkowicie zbyteczna. Żaden z młodych samców nie rusza się, żeby pomóc, kiedy na świat przychodzi któryś z braci. Zjawisko tak zwanego kazirodczego zapłodnienia noworodków zdarza się niekiedy w przyrodzie.
Badacze studiujący zachowanie różnych zwierząt zwrócili uwagę na to, że zwierzęta nie spieszą się z przecinaniem pępowiny. Ten szczegół jest ważny i dla człowieka. Czy pępowina zostanie natychmiast przecięta, jak to jest obecnie praktykowane w klinikach położniczych, czy dopiero po kilku minutach, jak to robi wiele zwierząt, ma zasadnicze znaczenie dla sposobu, w jaki rozpoczyna się oddychanie, a przez to dla przestawienia noworodka na nowe życie. Jeżeli cięcie przeprowadzi się bezpośrednio po porodzie, to w mózgu dziecka nagle zabraknie tlenu. Zostaje uruchomiony hormonalny system alarmowy, na który organizm reaguje paniką. Wstępujące w życie dziecko ma już przedsmak śmierci.
Naukowcy opisali szczegółowo jak z pępowiną postępuje mysz. Większość mysich dzieci jest jeszcze do ośmiu minut po porodzie związana z matką sznurem. Czasem pierwsze dziecko wisi jeszcze na pępowinie, kiedy już drugie przychodzi na świat. Matka lub „akuszerka” bowiem poświęcają najpierw bardzo dużo czasu na ostrożne zlizywanie błon płodowych z ciała dziecka, poczynając od głowy.
Następnie matka przerywa pępowinę, ale nigdy tuż przy brzuchu dziecka, ani nawet w środku sznura. Chwyta ostrożnie pępowiną pyszczkiem w dowolnym miejscu, sunie po niej wargami w kierunku swojego otworu rodnego i tuż przed nim przegryza ją. Wolny koniec jeszcze przez dłuższy czas zwisa z dziecka. Po urodzeniu wszystkich dzieci matka zapada w sen i
dopiero kiedy obudzi się wypoczęta, zabiera się do drugiego zabiegu. Chwyta koniec sznura, zwisającego z dziecka i zaczyna go zjadać, posuwając się ku niemowlęciu. Tym razem jednak nie zachowuje się delikatnie, przeciwnie – raz po raz szarpie pępowinę, jak taśmę gumową.
Jest to ważne, dlatego że wtedy kurczą się zwieracze żył pępowiny, tłocząc krew z powrotem do ciała noworodka i zamykają się. Dzięki temu upływ krwi jest nieznaczny.
Samica dzika zapobiega niebezpieczeństwu połknięcia własnych dzieci przy uwalnianiu ich od pępowiny po prostu w ten sposób, że tę czynność w ogóle pomija. Kiedy ma rodzić, układa się w legowisku dobrze wymoszczonym sianem, na boku. Noworodki od razu stają na nogi i gramoląc się po sianie ściągają z siebie błony płodowe bez pomocy matki, Potem urządzają coś w rodzaju przeciągania liny – ciągną pępowinę, która jak spiralny sznur od telefonu coraz bardziej się wydłuża, przy czym zamykają się w niej żyły. Nagle, mniej więcej w środku, sznur pęka, a część zwisająca z brzucha noworodka powoli wysycha i po trzech dniach sama odpada.
Wiele zwierząt posługuje się takim „automatycznym” likwidowaniem pępowiny. Na przykład klacz rodzi źrebię leżąc. Pępowina przerywa się zwykle dopiero wtedy, kiedy matka wstaje.
Jeżeli większość samic ssaków tak wiele czasu poświęca na likwidację pępowiny, chociaż mogą ją przegryźć w jednej sekundzie, jeżeli najpierw spokojnie i dokładnie usuwają błony okrywające dziecko, mimo że pępowina im w tym przeszkadza, to jest w tym głęboki sens, a mianowicie chodzi o to, żeby uchronić dziecko przed szokiem psychicznym.

Znieść ból bez krzyku

Śmierć matki przy porodzie wcale nie zdarza się tylko u ludzi. U zwierząt, tak jak u ludzi, płód może nie wyjść z ciała matki. Oznacza to śmierć dziecka i matki, chyba że zastosuje się kleszcze lub cesarskie cięcie. Mogą też nastąpić silne krwotoki wewnętrzne. Takie dramaty są dobrze znane każdemu weterynarzowi.
Szczególnie wysoka śmiertelność przy porodzie występuje i wydr. Jednak wydra umierająca w niewysłowionych męczarniach rodzenia rozstaje się z życiem bez najmniejszej skargi, podczas gdy przy innej okazji, na przykład złapana przez psa wrzeszczy, jakby ją ktoś ze skóry obdzierał. Świnki morskie wiją się w bólach rodząc, ale tylko wyszczerzają zęby.
Szczególny ból mogłyby sprawić matkom te dzieci, które przychodzą na świat z ostrymi kopytkami, rogami lub kolcami. Ale przyroda wymyśliła sprytne sposoby, żeby ochronić matki przed ich dziećmi.
Kopyta noworodków koni, które w pół godziny po urodzeniu są już gotowe do biegania, w ciele matki są pieczołowicie owinięte. Tkwią w miękkiej osłonie zwanej eponychium, która przy pierwszych krokach na twardej ziemi sama odpada. Jest ona podobna do skórki otaczającej paznokcie.
W podobnym opakowaniu tkwią kolce malutkich jeży. Już w ciele matki są one twarde, spiczaste i wystają na trzy milimetry z czegoś w rodzaju gąbczastej poduszki. W czasie porodu wciskają się zupełnie w tę galaretowatą warstwę ochronną, tak że nie mogą zranić dróg rodnych matki.
Tak wygląda przebieg urodzin „wymyślony” przez twórczą siłę przyrody i pełen cudownych szczegółów. Wszystko jest doskonale zestrojone. Ale człowiek nie może się pohamować, żeby nie psuć tego boskiego dzieła. Uważa, że dużo rzeczy potrafi zrobić lepiej. Jak wygląda poród u zwierzęcia, jeżeli wmiesza się w to człowiek?

Człowiek – sprawca duchowego zamętu w przyrodzie

Jako przykład może służyć nowoczesna hodowla świń. Niektóre zakłady hodowlane przypominają upiorne kliniki z science fiction. „Sale porodowe” są wyłożone białymi kaflami. Personel ubrany w białe kitle pracuje w wysterylizowanych butach ochronnych i gumowych rękawiczkach. Wszędzie wielkimi literami napisy „Higiena”.
Męskie ręce chwytają maciorę na kilka dni przed oprosieniem i przy pełnej świadomości zwierzęcia wiesza je za tylne nogi. Maciora rozpaczliwie rzuca się i kwiczy. Jeden z mężczyzn przykłada jej do skroni pistolet i naciska spust. W tym samym momencie drugi mężczyzna rozcina nożem brzuch matki i wyciąga prosięta.
Tę brutalną formę cesarskiego cięcia fachowcy nazywają hysterektomią. Stosuje się ją w pojedynczych przypadkach połączonych z komplikacjami, ale przy każdym bez wyjątku porodzie świni „w interesie zdrowia prosiąt”.
Niemowlęta umieszcza się natychmiast w aseptycznych pojemnikach, odcina się pępowiną, oczyszcza „z brudów matki” i aplikuje pierwsze zastrzyki, podczas gdy matkę przerabia się już na kiełbasy. Tak rozpoczyna się sterylna hodowla prosiąt w pojedynczych pojemnikach i pod stałą kontrolą weterynarzy. „Nowy, wspaniały świat” stał się już w świecie świń rzeczywistością.
Ta metoda, łącznie z regularnym mordowaniem matek, jest według orędowników nieodzowna do tego, ażeby prosięta rosły całkowicie sterylnie. W nowoczesnych ogromnych fermach trzody chlewne hodowcy boją się bowiem epidemii zaraźliwych chorób, jak np. grypa świń i nosoryjówki.
Ludzka żądza racjonalizacji, manipulacji i sterylności jest obecnie silniejsza niż rozsądek i humanitaryzm wobec zwierząt. Po brutalnym „cesarskim cięciu” co piąte prosię ginie: jest to dwa razy więcej niż podczas normalnego porodu. Poza tym te „prosięta z probówek” wyglądają żałośnie w ciągu pierwszych czterech tygodni. Zamiast siedmiu kilogramów – jak w hodowli naturalnej – ważą tylko cztery. To w ogóle nie są świnie, tylko psychicznie cherlawe „maszyny przerabiające paszę na mięso”. Koszty utrzymania takiej „kliniki położniczej świń” wielokrotnie przewyższają koszt normalnej chlewni, mimo to część hodowców trzody chlewnej trzyma się tej barbarzyńskiej metody.
Jest to wynik technokratycznego myślenia, odrzucającego wszelkie naturalne odruchy, rezultat mechanistycznej wiary w postęp, która w chwili obecnej wnika w wiele dziedzin życia – mordowanie matki w czasie rodzenia jest jej objawem typowym i wróżącym ponurą przyszłość. Takie nastawienie jest sprawcą duchowego zamętu w naszej cywilizacji.
Trzeba spróbować rozpoznać go nie po to, żeby się domagać „powrotu natury” albo do epoki kamienia, ale żeby zdobycze nauk przyrodniczych i techniki podporządkować wyższym prawom życia i przez to dojść do nowoczesnego humanitaryzmu ogarniającego wszystko, co żyje.
GALERIA

 

OCENA ARTYKUŁU

Pomóż nam budować ranking artykułów, oceń powyższy.
oceń artykuł
średnia ocen
5
Wykonawca: PERSABIO
Wszelkie prawa zastrzeżone

zamknij
zamknij

Czytaj artykuły z wybranej kategorii

kliknij w nazwę kategorii aby przejść do listy artykułów
zamknij

Znajdź specjalistę z wybranej branży

kliknij w nazwę branży aby przejść do listy specjalistów publikujących w niej artykuły