NOWY PORTAL - wersja BETA
mamy już
511redaktorów
o co chodzi w portalu
Kliknij tutaj, aby szukać po branży
dodaj artykuł
ZLECENIA OGŁOSZENIA ZAMÓW REDAKTORA ZAMÓW TEKST KUP ARTYKUŁ
POLECAMY:   Nie dopuść do wypalenia! AIDS pokonany?
 
 
Jesteś tutaj:Strona główna>Lista artykułów>Prezentacja artykułu

Maryla Rodowicz - akustycznie

Dodano: 23.02.2015, autor: @filoloszka86
kategoria: Muzyka,  ocena: 5,  rodzaj: Ogólnodostępny
Piątek, 13 lutego 2015 roku. Być może dla wielu z Was ten dzień był pechowy albo przynajmniej smutny i przygnębiający, lecz nie dla mnie. Tamtego bowiem wieczoru, tuż przed godziną 19.00, usiadłam w wygodnym fotelu zabrzańskiego Domu Muzyki i Tańca po to, aby w niecałe dziesięć minut później móc uczestniczyć w wyjątkowym koncercie pt. "Maryla Rodowicz – akustycznie”.
Myślę, że samej artystki przedstawiać nie trzeba – z pewnością słyszał o niej każdy, nawet jeśli na co dzień nie słucha jej piosenek, nie śledzi jej kariery itp. (tak na marginesie: średnia wieku wśród widzów obecnych na sali wyniosła 50+). Niemniej przyjemnie było jeszcze raz posłuchać starych, popularnych i nieśmiertelnych już przebojów. Nie mogło zatem zabraknąć takich hitów jak, m. in.: „Remedium”, „Niech żyje bal”, „Wariatka tańczy”, „Czarna Madonno”, a także innych znakomitych utworów, w większości będących tekstami autorstwa Agnieszki Osieckiej. Ów fakt zresztą wyraźnie podkreśliła również sama Maryla Rodowicz, a po chwili – jakby podsumowując pierwszą część koncertu – zaśpiewała piosenkę napisaną specjalnie dla Osieckiej tuż po jej śmierci, czyli utwór „Łatwopalni”. Tym samym płynnie przeszła ona do drugiej odsłony koncertu, podczas której usłyszeć można było m. in. „Małgośkę”, „Jest cudnie”, „Ale to już było” i wiele innych. A na zakończenie, jak to zwykle na koncertach bywa, artystka musiała jeszcze wykonać parę piosenek na bis, lecz tym razem z innego już repertuaru...
Idąc na koncert Rodowicz nie przypuszczałam, że będę się aż tak świetnie bawić; broniłam się, nie chciałam, ale ostatecznie dałam się namówić i nie żałuję. Co prawda początek nie zachwycił mnie, w pierwszej chwili pomyślałam nawet, że nie wysiedzę tych dwóch godzin lub zanudzę się na śmierć, ale na szczęście z każdą kolejną piosenką było coraz lepiej. Ba, nadszedł nawet taki moment, że kiedy artystka skończyła śpiewać „Niech żyje bal”, zespół przestał grać, a ona sama chciała już przejść do następnego utworu, stało się coś zupełnie nieoczekiwanego: publiczność, jakby w uniesieniu bądź natchnieniu, sama a capella zaśpiewała jeszcze raz refren „Nieeech żyyyje bal...”, a Maryla z wrażenia stanęła na chwilę jak słup soli. Po chwili jednak dołączyła się i ona, a zespół w ślad za nią. Dla takiej chwili warto było przyjść, zobaczyć to! Od tego momentu aura wokół koncertu wzrosła o kolejnych kilka stopni – w pewnej chwili publiczność wstała, tańczyła, śpiewała razem z artystką; byli też i tacy, którzy podeszli pod samą scenę, aby jeszcze lepiej móc przeżywać koncert. Mnie natomiast bardzo zaskoczyło to, jak z wielkim szacunkiem piosenkarka podchodzi do widzów, do swoich fanów: pytała co ma śpiewać, a nawet w pewnej chwili zeszła na dół, śpiewała wśród widzów, a nawet witała się z niektórymi z nich. Szacunek dla widza, pokora, skromność, a także profesjonalizm i niebywały, wciąż świeży, dobrze „zakonserwowany” głos – oto niewątpliwe atuty Maryli Rodowicz.
„Maryla Rodowicz – akustycznie” to koncert podsumowujący dotychczasowy dorobek artystki. Znane, powszechnie rozpoznawalne utwory można było usłyszeć w zupełnie nowych aranżacjach, zobaczyć Marylę „na żywo”, śpiewającą bez pomocy playbacku, a także przyjrzeć się do woli jej kostiumowi, który razem z jej osobowością i charyzmą sceniczną tworzył jedną harmonijną całość.
Z reguły nie uczestniczę w koncertach na żywo, więc nie mam doświadczenia w przeżywaniu tego rodzaju imprez, więc nie wiem, czy wszyscy artyści tak robią, czy tylko nielicznych na to stać (wiadomo: niektórzy potrafią „gwiazdorzyć”, patrzeć na innych z góry, nie szanować widzów ani fanów) – niemniej nie żałuję tej spontanicznej decyzji, ponieważ zostałam bardzo mile zaskoczona, zarówno samym koncertem, jak i postawą Maryli Rodowicz. Zawsze uważałam ją za gwiazdę wielkiego formatu, artystkę z górnej półki, która nie śpiewa byle czego i tylko dlatego, że to jest modne albo wpisuje się w jakiś horyzont oczekiwań. Na szczęście samej Maryli Rodowicz to nie dotyczy i mam nadzieję, że jeszcze długo nie będzie.
Koncert wspaniały, publiczność zachwycona, artystka pełna energii, moc świetnych przebojów w nowych aranżacjach – czegóż chcieć więcej? W takich okolicznościach piątek 13–ego zdecydowanie traci swój urok i moc, a w życie wkracza energia, optymizm oraz dobre, choć chwilami może nawet i nostalgiczne samopoczucie. Dla takich chwil warto żyć! Na zakończenie wypada mi już tylko „zaśpiewać” tak:

Ale to już było i nie wróci więcej!
I choć tyle się zdarzyło, to do przodu wciąż wyrywa głupie serce!
Ale to już było, znikło gdzieś za nami,
Choć w papierach lat przybyło, to naprawdę wciąż jesteśmy tacy sami!

OCENA ARTYKUŁU

Pomóż nam budować ranking artykułów, oceń powyższy.
oceń artykuł
średnia ocen
5
Wykonawca: PERSABIO
Wszelkie prawa zastrzeżone

zamknij
zamknij

Czytaj artykuły z wybranej kategorii

kliknij w nazwę kategorii aby przejść do listy artykułów
zamknij

Znajdź specjalistę z wybranej branży

kliknij w nazwę branży aby przejść do listy specjalistów publikujących w niej artykuły