NOWY PORTAL - wersja BETA
mamy już
511redaktorów
o co chodzi w portalu
Kliknij tutaj, aby szukać po branży
dodaj artykuł
ZLECENIA OGŁOSZENIA ZAMÓW REDAKTORA ZAMÓW TEKST KUP ARTYKUŁ
POLECAMY:   Nie dopuść do wypalenia! AIDS pokonany?
 
 
Jesteś tutaj:Strona główna>Lista artykułów>Prezentacja artykułu

Jestem Bogiem, czyli Bruce Wszechmogący

Dodano: 11.03.2015, autor: @filoloszka86
kategoria: Recenzje (Film),  ocena: 4,  rodzaj: Ogólnodostępny
„Gdy dzień dziś cały na nie, a życie goni jak chce...” – brzmi znajomo, prawda? Każdy z nas ma czasem takie dni, takie chwile, kiedy nic mu nie wychodzi, szef w pracy ciągle narzeka lub jakaś wredna nauczycielka nie lubi Cię i dręczy nieustannie. Co wtedy zrobić? Najlepiej przyjść do domu, zrobić sobie gorącej herbaty lub czekolady, przygotować jakąś smaczną przekąskę, otulić się swym ulubionym, ciepłym kocem i obejrzeć genialną komedię z Jimem Carrey'em w roli głównej pt. „Bruce Wszechmogący”.
Główny bohater, Bruce (Jim Carrey) pracuje w lokalnej stacji telewizyjnej. Ma kochającą dziewczynę (w tej roli równie genialna Jennifer Aniston) i duży dom, ale wciąż narzeka na swój los oraz życie, które wydaje mu się nudne, szare, pozbawione wielkich sukcesów. Sytuacja komplikuje się jeszcze bardziej w dniu, kiedy jego rywal awansuje: Bruce robi wówczas awanturę na wizji, na wskutek której traci posadę, a zarazem sens życia. Wściekły zarzuca Bogu, że źle urządził ten świat. Nieoczekiwanie dla niego samego Stwórca (Morgan Freeman) odpowiada na jego apel i... przekazuje mu swoją moc. Co z tego wszystkiego wyniknie? Czy dzięki temu Bruce rzeczywiście osiągnie wszystko to, o czym marzył?
Na pierwszy rzut oka film wydaje się być zwyczajną, lekką i przyjemną komedią, o której równie dobrze można szybko zapomnieć bez wnikania w szczegóły, bez głębszej nad nim autorefleksji. Komedia bowiem, jak sama nazwa wskazuje, ma rozśmieszyć, rozbawić, pozwolić zapomnieć o kłopotach i mało kiedy pojawia się w niej tzw. drugie dno, czyli puenta skłaniająca do jakichkolwiek wniosków czy zadumy nad życiem. Jednak w przypadku „Bruc'a Wszechmogącego” jest zupełnie inaczej – komedia ta nie tylko śmieszy, ale także i uczy, pokazuje współczesny obraz nas samych, katolików czynnie wątpiących oraz biernie wierzących. Nie bez znaczenia pozostaje również fakt, że film ten telewizja zazwyczaj emituje w okresie Wielkiego Postu, a katecheci lub księża rekolekcjoniści wykorzystują go jako materiał dla swoich nauk – zachęca on do stawiania sobie pytań: po co żyję? Jaki jest mój cel lub zadanie do wykonania tu, na ziemi? Czy to, czym zajmuję się w życiu, jest dobre nie tylko dla mnie, ale również – a może nawet i przede wszystkim – dla innych? Czy jestem szczęśliwy i zadowolony z życia?
Bruce Nolan ma w życiu wszystko to, co przeciętnemu człowiekowi jest potrzebne do szczęścia: pracę, dzięki której może się utrzymać i prowadzić godne życie, kochającą, niemal zawsze wspierającą go dziewczynę, a także dach nad głową oraz niezwykły talent do rozbawiania innych ludzi. Jednak dla Bruc'a to zdecydowanie za mało: on chce błyszczeć, być popularnym i zawsze w centrum wszelkiej uwagi – klasyczny przykład pychy, zarozumialstwa, obłudy ludzkiej, a także egocentryzmu. Co więcej, czuje się niedoceniany i niespełniony zawodowo, ponieważ nie awansuje pomimo swojego doświadczenia i stażu pracy. Jego wymarzone stanowisko prezentera dostaje ktoś inny, nie tak błyskotliwy, dowcipny i energiczny jak on sam. I choć Bruce słusznie gniewa się, ma żal do szefa, ujawnia swój bunt, złość oraz agresję – które zresztą prędzej czy później musiałyby ujawnić się, wyjść na światło dzienne – to jednak popełnia klasyczny błąd słabego człowieka: zwala winę na innych, nie szuka przyczyn w sobie i wokół siebie. Ujawnia się przy tym jego zazdrość, interesowność, próżność oraz wywyższanie się ponad innych, a zwłaszcza wobec Boga. Zresztą, któż z nas nie znalazł się kiedyś w takiej sytuacji? Skoro jest wina, to musi się też znaleźć i winny. Brzmi znajomo, prawda?
A gdyby tak nagle zostać Bogiem i samemu urządzać ten świat? Na pewno z czasem okazałoby się, że to wcale nie takie proste, jak to się nam, katolikom czynnie wątpiącym i biernie wierzącym, często wydaje. Nie chodzi bowiem o to, co Ty chciałbyś otrzymać lub jaki zawód wykonywać, ale o to, jak wykorzystujesz to, co już otrzymałeś, z czym się urodziłaś; w jaki sposób wykorzystujesz swój potencjał lub zadanie życiowe, do którego Cię powołano (małżeństwo, zakon, samotność, popularny prezenter telewizyjny czy aktorka). Niektórzy z nas już znaleźli odpowiedź na to pytanie, ale inni – tak jak Bruce – musieli to sobie dopiero uświadomić, na własnej skórze przekonać się, że to, co nam samym często wydaje się słuszne i pożądane, nie zawsze uszczęśliwia, wręcz przeciwnie; może wręcz zniszczyć to, co już wcześniej było dobre i doskonałe, ale głębiej ukryte, zdominowane przez naszą ślepotę, głupotę, chciwość; nienasycone pragnienie, aby wciąż mieć więcej, więcej i więcej... Dopiero w momencie, gdy pojawia się ryzyko utraty lub po prostu coś się wali na naszych oczach, coś pięknego i na pierwszy rzut oka wydawałoby się, że niezniszczalnego, nietykalnego – dopiero wtedy uświadamiamy sobie, że właśnie to było piękne, dobre, jakby dla nas stworzone, ale my nie umieliśmy, ba, nawet nie chcieliśmy tego docenić! Czy naprawdę musimy ponosić takie ryzyko? Czy naprawdę ta gra jest warta aż takiej świeczki – pięknej na zewnątrz, lecz bezwartościowej, bo fałszywej, w środku?
W życiu nie można mieć wszystkiego, ale można, a nawet należy starać się o to, walczyć, wciąż podejmować ryzyko. A jednocześnie nie wolno zapominać o innych, zwłaszcza o tych, którzy są obok nas i nie narzekają, tylko starają się żyć jak najlepiej, w pełni wykorzystując to, co mają, z czym zetknął ich los, a czym Bóg obdarzył. Warto też zapamiętać, że wbrew pozorom „rozstąpienie zupy to nie cud – to tylko sztuczka. Samotna matka, która pracuje na dwa etaty i ma jeszcze czas na zajmowanie się dziećmi – to cud. Nastolatek, który zamiast narkotyków wybiera naukę – to jest prawdziwy cud.”
A może czas już pomyśleć, że cudem jesteśmy również my sami? My i nasze talenty, które otrzymaliśmy jako nasz oręż, jako naszą istotę człowieczeństwa, sens życia, a także jako podarunek dla innych, słabszych, wątpiących, szukających, wiecznie niezadowolonych z siebie? W końcu Bruc'em Wszechmogącym może zostać każdy z nas...

OCENA ARTYKUŁU

Pomóż nam budować ranking artykułów, oceń powyższy.
oceń artykuł
średnia ocen
4
Wykonawca: PERSABIO
Wszelkie prawa zastrzeżone

zamknij
zamknij

Czytaj artykuły z wybranej kategorii

kliknij w nazwę kategorii aby przejść do listy artykułów
zamknij

Znajdź specjalistę z wybranej branży

kliknij w nazwę branży aby przejść do listy specjalistów publikujących w niej artykuły