NOWY PORTAL - wersja BETA
mamy już
510redaktorów
o co chodzi w portalu
Kliknij tutaj, aby szukać po branży
dodaj artykuł
ZLECENIA OGŁOSZENIA ZAMÓW REDAKTORA ZAMÓW TEKST KUP ARTYKUŁ
POLECAMY:   Nie dopuść do wypalenia! AIDS pokonany?
 
 
Jesteś tutaj:Strona główna>Lista artykułów>Prezentacja artykułu

Sen z babeczkami

Dodano: 22.07.2014, autor: @Roxetka_1991
kategoria: Muzyka,  ocena: 2,  rodzaj: Ogólnodostępny
Był ciepły, jesienny dzień, dokładniej piątkowe popołudnie. Siedziałam na ławce na szkolnym podwórku, czytając książkę. To była biografia Pera (nie mam zielonego pojęcia skąd ją dostałam, może od ciebie?). Czytałam spokojnie, gdy nagle usłyszałam za sobą szelest liści. Drgnęłam, trochę się wystraszyłam. Najpierw pomyślałam, że to ktoś z uczniów, chce zrobić mi wrednego psikusa. Rozejrzałam się szybko w koło – nie było nikogo, wróciłam do lektury. Po chwili znów powtórzył się szelest. Najpierw znów pomyślałam, że ktoś chce „zagrać mi na nosie”. Potem jednak zorientowałam się, że w internacie jest nas wyjątkowo niewiele. „To chyba jakiś zwierzak. Może wiewiórka? Nie ma się czego bać. Szkoda tylko, że nie mam żadnych orzeszków dla niej…” – pomyślałam, znów wracając do lektury. Po kolejnych kilku minutach zobaczyłam ciemność, ktoś zakrył mi oczy dłońmi. „Co za…” – pomyślałam lekko zdenerwowana. Próbując dotykiem sprawdzić co to za dłonie, kto to jest – wyczułam, że dłonie są chłodne, drobne i wyczułam trochę biżuterii, bransoletek, pierścionków… „To jakaś dziewczyna – przemknęło mi przez myśl – Ale kto to może być?” – nie miałam zielonego pojęcia, że to Marie. Na dodatek – przesuwając swoją dłoń z jej nadgarstka w stronę palców – poczułam, że zahaczyłam mankietem cienkiej kurtki jaką miałam na sobie o jedną z jej bransoletek. Szarpnęłam zbyt mocno i bransoletka rozerwała się. Jak na złość – jak potem się okazało – to była jej ulubiona bransoletka, którą dostała od Pera. Kiedy odwróciłam się w ich stronę – oczy ze zdziwienia mocno mi się rozszerzyły, długo nie mogłam wykrztusić z siebie ani słowa a książka spadła na ziemię, zamykając się. Patrząc na ich twarze, widziałam jak szeroko się do mnie uśmiechają. Nawet Marie się uśmiechała, mimo, że wcześniej zniszczyłam jej bransoletkę.
- Przepraszam za tą bransoletkę, nie chciałam… - szepnęłam kiedy pierwsze emocje opadły. Mówiąc, w oczach miałam łzy. Jedna z nich zaczęła już płynąć po moim policzku.
- To nic, to ja nie powinnam cię zaskakiwać. A tą bransoletką się nie przejmuj, da się ją naprawić – odpowiedziała.
- Skąd to… wiesz…? – urwałam, bo po pierwsze byłam zaskoczona pewnością z jaką mi odpowiada a po drugie nie byłam pewna jak mam się do nich zwracać.
- Rozrywała się już kilka razy i to najczęściej w tym samym miejscu – odpowiedziała Marie uśmiechając się – I coś jeszcze – mów nam po imieniu – dodała.
- Ale… - chciałam protestować.
- Nie ma się czego bać, wyobraź sobie, że jesteś naszą młodszą siostrą – włączył się ze śmiechem milczący dotąd Per.
- Coś w tym jest… - szepnęłam do siebie a po chwili głośniej dodałam: - Chodźmy może do mnie, co? Robi się już chłodno… Co powiecie na herbatę? – zaproponowałam.
- Niezły pomysł – zgodził się Per, rozcierając lekko zmarznięte dłonie. Kiedy szliśmy do windy, minęło nas kila osób. Wszyscy niestety próbowali dociąć naszej trójce. W różny sposób: jedni tylko kolącymi spojrzeniami, inni – docinkami słownymi, kierowanymi w stronę któregoś z nas. W pewnym momencie słysząc wyjątkowo podłe słowa dotyczące Marie (dokładnie: „Powinna już nie żyć”, wypowiedziane z paskudnym jadem), puściłam się płacząc pędem do windy, zapominając o gościach.
- Zaczekaj, zaczekaj! – wołała Marie, biegnąc w moją stronę – Co się stało, myszko…? – spytała delikatnie, przytulając mnie.
- Ten idiota… - łkałam, wskazując na chłopaka, przytrzymywanego przez Pera na końcu korytarza – On… powiedział, że… że powinnaś już nie żyć… - i znów zapłakałam, wtulając twarz w ramię Marie.
- Chodź, podejdziemy do niego. A takie teksty puszczaj mimo uszu – dziewczyna mówiła spokojnie, niedbale.
- Ale przecież… - byłam zdziwiona. I to bardzo.
- Rozumiem twoje zdziwienie. I pierwszą reakcję. Kiedy odzyskałam przytomność i jakąkolwiek możliwość kontaktowania się ze światem – dowiedziałam się od Pera, że według lekarzy też powinnam nie żyć. Zareagowałam prawie podobnie do ciebie. Tyle tylko, że uspokojenie mnie graniczyło z cudem. Per musiał się ostro namęczyć zanim mu się to wreszcie udało… - zamyśliła się smutno.
- Co poskutkowało? – spytałam, patrząc na Marie i ocierając oczy podaną przez nią chusteczką.
- Nawet nie pamiętam… - uśmiechnęła się do smutnego bądź co bądź wspomnienia. Kiedy podeszłyśmy – Per nadal siłował się z próbującym wyrwać się chłopakiem. Wyglądał groźnie. Gdybym go nie znała, nie wiedziała jaki jest naprawdę – wystraszyłabym się. Marie opowiedziała mu szeptem pokrótce całą historię po czym podeszła znów do mnie. On natomiast powiedział do chłopaka groźnie:
- Nie pozwolę ci nigdy więcej obrazić moich przyjaciółek! Nie będę cię wyzywał, bo w każdej chwili może się tu ktoś pojawić ale jeśli jeszcze raz to zrobisz – nie będzie z tobą ciekawie – po czym pchnął go lekko na krzesło i odeszliśmy. Zgłosiłam ich wychowawczyni, która miała w tym czasie dyżur i poszliśmy na górę. Spędziliśmy na rozmowie, żartach i śpiewie trzy cudowne godziny. Kiedy musiałam się z nimi rozstać – znów nie mogłam powstrzymać łez.
- Spokojnie, jutro też się zobaczymy. Zostajemy tu jeszcze przez trzy dni – powiedział Per, przytulając mnie do siebie i próbując uspokoić.
- Poważnie…? – znów nie wierzyłam, byłam zaskoczona.
- Jak najbardziej. Szykuj się na mnóstwo niespodzianek – odpowiedział, śmiejąc się tajemniczo.
- Wy też – powiedziałam, myśląc po chwili: „Pokażę im swój Przemyśl. Ciekawe co oni szykują dla mnie…” Te trzy następne dni upłynęły nam na spacerze po mieście, robieniu zdjęć… Tak jak planowałam – pokazałam im swoje ulubione miejsca miasta. Popołudnie i wieczór ostatniego dnia spędziłam z nimi w hotelu. Poznałam resztę zespołu, Gabriela, Jossi, Oskara…(Tyle tylko, że w moim śnie to Per i Marie byli parą…) To była jedna z ich niespodzianek dla mnie. Zaśpiewałam nawet kilka ich piosenek. Kilka sama, kilka z Perem i oczywiście kilka z Marie. Jedną czy dwie zaśpiewaliśmy też we trójkę. Było naprawdę świetnie. Po mniej więcej trzech może czterech godzinach takiej cudnej zabawy i niespodzianek – odprowadzili mnie do internatu. Łzy znów zaświeciły mi w oczach, kiedy się rozstawaliśmy. „Widzimy się już ostatni raz, nie zobaczymy się…” – myślałam.
- To dla ciebie – powiedziała Marie, podając mi dość spore pudełko.
- Co to takiego…?
- Sprawdź na miejscu – uśmiechnęła się. Rozstaliśmy się a ja po wejściu do pokoju dobrałam się do pudełka. Znalazłam w nim wszystkie ich płyty, autografy, list i namiary. Od tamtej pory kontaktowałam się z nimi, odwiedzaliśmy się, W post scriptum listu przeczytałam, że do kontaktów i odwiedzin mogę wybrać sobie TYLKO jedną osobę. Od razu pomyślałam oczywiście o tobie 

OCENA ARTYKUŁU

Pomóż nam budować ranking artykułów, oceń powyższy.
oceń artykuł
średnia ocen
2
Wykonawca: PERSABIO
Wszelkie prawa zastrzeżone

zamknij
zamknij

Czytaj artykuły z wybranej kategorii

kliknij w nazwę kategorii aby przejść do listy artykułów
zamknij

Znajdź specjalistę z wybranej branży

kliknij w nazwę branży aby przejść do listy specjalistów publikujących w niej artykuły