NOWY PORTAL - wersja BETA
mamy już
510redaktorów
o co chodzi w portalu
Kliknij tutaj, aby szukać po branży
dodaj artykuł
ZLECENIA OGŁOSZENIA ZAMÓW REDAKTORA ZAMÓW TEKST KUP ARTYKUŁ
POLECAMY:   Nie dopuść do wypalenia! AIDS pokonany?
 
 
Jesteś tutaj:Strona główna>Lista artykułów>Prezentacja artykułu

Powrót Króla Potworów

Dodano: 24.07.2014, autor: @Ma'Thek
kategoria: Recenzje (Film),  ocena: 4,  rodzaj: Ogólnodostępny
Wielki, z trójkątnymi płytami, żywi się radiacją, a wrogów częstuje laserem z paszczy – Godzilla. Czy jest jakikolwiek amator kina, który go nie zna? Dla Japończyków Gojira, postać równie ważna i szanowana co Myszka Miki dla Amerykanów. Nieokiełznane wcielenie potęgi natury, raz karcące ludzkość, raz broniące człowieczków przed najgorszymi monstrami wszechświata. W 2014 powrócił na ekrany, w całej swej okazałości. Za ten comeback odpowiedzialni są filmowcy z USA, dla których to drugie podejście do Godzilli. O wiele lepsze od pierwszego, co nie znaczy że w pełni satysfakcjonujące kogoś, kto wychowywał się na gargantuicznym gadzie.
„Godzilla” z 1998r. była jedną wielką pomyłką. Inteligentnego, ziejącego promieniami radioaktywnego potwora o niejednoznacznych celach zastąpiła prymitywna, łasa na śmierdzące ryby (sic!) jaszczurka, po prostu większa od reszty kuzynów. Produkcja wyreżyserowana przez Garetha Edwardsa jest zdecydowanie bliżej japońskich oryginałów, a wizualnie bije starsze rodzeństwo równie łatwo co Godzilla elitarne dywizje pancerne. Wreszcie (?) faceta w kostiumie demolującego kartonowe makiety zastąpił komputerowy model, wypieszczony przez grafików do ostatniej łuski. W Full HD, 3D, równie żywego i wiarygodnego jak Smaug z ostatniego Hobbita, ryczącego tak, że ciarki chodzą, ze starannie dopracowanymi efektami specjalnymi wybuchów, walk etc. Pierwsze wrażenie – będzie perfekcyjny remake/hołd we współczesnej, powodującej opad szczęki oprawie! Nic tylko rozsiąść się w fotelu i rozkoszować się starym, dobrym klimatem w nowych szatach. I to czekanie na filmową ucztę z potworami może zająć dobre 2 godziny, bo Godzilla zdecydowanie nie jest tu głównym bohaterem. Drugoplanowym raczej też nie, może trzecioplanowym, a niewiele w sumie zabrakło by ulubione dla wielu monstrum dostało tylko rólkę statysty. Wina Amerykanów?
A początek był taki obiecujący… Na Filipiny przybywa zespół doktora Ichira Serizawy (Ken Watanabe, znany choćby z „Ostatniego Samuraja” czy „Incepcji”), by zbadać ogromne osuwisko (a raczej zapadlisko), które pojawiło się w trakcie prac wydobywczych. W środku na naukowców zaangażowanych w projekt „Monarch” (przetłumaczmy to sobie jako suweren, monarcha, król) czeka poooootężny szkielet oraz całkiem żywe, ociekające luzem jaja. Wylot jaskini ukazuje szeroki niczym autostrada szlak połamanych jak zapałki drzew, wiodący wprost do oceanu. Wkrótce potem w japońskiej elektrowni atomowej, kierowanej przez Sandrę i Joego Brodych (Juliette Binoche, Bryan Cranston) dochodzi do gigantycznej katastrofy, przy której awaria w Czarnobylu to pikuś. Seria podziemnych wstrząsów i silne trzęsienie powodują, że cały kompleks zapada się, a ogromny obszar wokół elektrowni zostaje zamknięty. Sandra ginie w trakcie katastrofy, a wszystko obserwuje syn Brodych – Ford.
15 lat później Joe nadal przebywa w Kraju Kwtnącej Wiśni i nie ustaje w wysiłkach, by dowieść że śmierć żony i setek/tysięcy ludzi nie była spowodowana katastrofą naturalną. Wycieczki do zamkniętej strefy oczywiście przysparzają mu to kłopotów z prawem, dlatego przylatuje do niego syn – dzielny amerykański saper (uch!). Dorosły Ford Brody (Aaron Taylor-Johnson) będzie chciał wyperswadować ojcu manię prześladowczą, a skończy się oczywiście na wspólnej wyprawie do dawnego domu, złapaniem i przewiezieniem wprost na teren dawnej elektrowni. Tam w najlepsze pracuje dr Serizawa, a w miejscu reaktora stoi sobie taaakie (dziesięciopiętrowe) jajo. I zaczyna się wykluwać. Brody senior po półtorej dekady śledztwa rzecz jasna domyśla się w czym rzecz, ale nie zdoła w niczym później pomóc bo ginie. Ludzie nie zdołali opanować lub zabić potwora, który o dziwo nie jest żadnym gadem, tylko GNOL-em: przypominającym krzyżówkę nietoperza, karalucha i orła pseudo-pasożytem (też lubiącym radiację) z czasów, kiedy na Ziemi nie było jeszcze przodków dinozaurów. Uwolniony z ludzkich sieci (nie ma to jak wbudowane EMP) leci na spotkanie ze swoją księżniczką, akutat przebywającą pod ziemią po drugiej stronie Pacyfiku. Niedługo później na scenę wkracza Godzilla – tym razem jako łowca, drapieżnik, strażnik równowagi. Szykuje się starcie gigantów, w którym ziemia zatrzęsie się do zarzygania, a metropolie obrócą się w pył. Potwory będą rozrabiać głównie w Honolulu i San Francisco.
Końcowy pojedynek Godzilli z GNOL-ami robi efektowne wrażenie, kilka ujęć zdaje się być żywcem przeniesiona z japońskich filmów (miły akcent). Reszty można się domyślać – potwory będą zajęte walką ze sobą, a gorączkowo biegający im pod nogami ludzie będą szukać sposobu na pozbycie się wszystkich monstrów. Jakże oryginalnie wpadną na bombę atomową. I to żołnierze US Army przez większą część obrazu będą na pierwszym planie, przez co całość możemy sobie o kant dupy Wuja Sama rozbić… Mały Ford Brody wyrósł nam na prawego patriotę, zarabiającego na utrzymanie od święta widywanych żony i synka wyczerpującą służbą w szeregach formacji saperów i innych specjalistów od BUM BUM. Sytuacja wyjątkowa (Godzilla nie codziennie pojawia się w Stanach) zmusi go do rozpracowania naprawdę poważnej zabawki, by uniknąć większych strat w ludziach. Żeby tylko o cywilów chodziło. Żołdacy nie tylko zrobią swoje, jak nie planem A to opcją B, ale też wydatnie pomogą ubiciu GNOL-i. No, kto to widział Godzillę zgodnie współpracującego z armią, a wręcz wyręczającego się wojskiem. Do tego te długie spojrzenia głęboko w oczy między monstrami a Fordem… Nie liczyłem ze stoperem w ręku, ale z pewnością tytułowy bohater pojawia się na ekranie rzadziej i na krócej niż amerykańska flaga – czy to na sztandarach czy na naszywkach. Owszem, jeśli dobrze pamiętam to również w japońskich produkcjach Godzilla nie dominował całości, ale pojawiał się na więcej niż kilka(naście) błysków i mignięć w dymie. Problem mam też z rozmiarami króla potworów. Niby jest największy w całej swojej karierze (patrz grafika niżej), ale nie góruje nad budynkami jak poprzednicy czy też na plakatach reklamujących najnowszy film. A props plakatu – jak się dobrze przyjrzeć, to nad Godzillą widać zstępującą światłość – to amerykańscy spadochroniarze.
Godzilla z 2014r. ma momenty, które przypominają nam, dlaczego tak lubimy to monstrum i dlaczego wielki zielony jaszczur jest tak popularny na całym świecie. Szkoda, że Amerykanie mają jakiś problem z właściwym przedstawieniem tego japońskiego Miki. Spiskowa teoria dziejów – robią słabe filmy z Godzillą, by wykończyć poważnego konkurenta w mainstreamie. Wyprodukowali potworka, gdzie pierwsze i drugie skrzypce gra bohaterska, niezwyciężona US Army ratująca kogo się da, a gdzieś tam w tle po pyskach biją się potwory. Wydawca płyt DVD z filmem powinien poważnie rozważyć zmianę tytułu i dołączenie ulotki w rodzaju „Zaciągnij się, zobaczysz świat!”. Może kolejna część będzie miała znośniej, lepiej rozłożone akcenty w historii i końcowym montażu, bo wizualnie i dźwiękowo to majstersztyk. Powrót króla potworów nie wypadł okazale, za to spodziewane wpływy powinny pozwolić na nakręcenie kolejnych efektownych i (oby!) interesujących części.

OCENA ARTYKUŁU

Pomóż nam budować ranking artykułów, oceń powyższy.
oceń artykuł
średnia ocen
4
Wykonawca: PERSABIO
Wszelkie prawa zastrzeżone

zamknij
zamknij

Czytaj artykuły z wybranej kategorii

kliknij w nazwę kategorii aby przejść do listy artykułów
zamknij

Znajdź specjalistę z wybranej branży

kliknij w nazwę branży aby przejść do listy specjalistów publikujących w niej artykuły